Jak być dobrym ojcem — czego synowie i córki potrzebują naprawdę

Jak być dobrym ojcem: obecność, granice, emocje i przykład. Co mówią badania o roli ojca w rozwoju dziecka.
AdobeStock 285544527
happy father and son walk in nature

W pigułce: Relacja z ojcem to dla mężczyzny fundament tożsamości, poczucia własnej wartości i sposobu, w jaki później buduje więzi — zarówno z synem, jak i z innymi ludźmi. Ten tekst patrzy na nią z dwóch stron: jako dorosły syn, który nosi w sobie ślady tej relacji, i jako ojciec, który właśnie ją tworzy.

  • Rana ojcowska (ang. father wound) to wyrwa w psychice dorosłego mężczyzny po fizycznej lub emocjonalnej nieobecności ojca. Nie zawsze powstaje przez porzucenie — częściej przez ojca obecnego ciałem, lecz nieobecnego sercem.
  • Nieobecność ma różne twarze: ojciec fizycznie nieobecny, „Ojciec Duch” (emocjonalnie martwy), „Ojciec Krytyk” i sytuacja, w której syn zostaje „małym mężem” matki.
  • Skutki w dorosłości bywają niewidoczne na pierwszy rzut oka: syndrom oszusta, lęk przed bliskością, nieufność wobec mężczyzn, „syndrom miłego faceta”, sięganie po używki.
  • Niezagojona rana lubi przechodzić z pokolenia na pokolenie — ranieni synowie często stają się raniącymi ojcami. Ten cykl da się przerwać świadomą pracą.
  • Ranę można uleczyć nawet wtedy, gdy ojca już nie ma: przez uznanie faktu, żałobę po ojcu, którego się nie miało, pracę nad sobą i wsparcie męskiej wspólnoty czy terapeuty.

W każdym mężczyźnie drzemie obraz ojca — i niezależnie od tego, czy ten ojciec był blisko, daleko, czy gdzieś pomiędzy, ten obraz pracuje przez całe życie. Kształtuje to, jak siebie oceniamy, jak wchodzimy w relacje, jak reagujemy na autorytet i jak sami stajemy się rodzicami. To nie kwestia genów. To kwestia wzorców, obecności i tych tysięcy drobnych chwil, w których ojciec albo był, albo go zabrakło.

Dlatego o relacji z ojcem warto mówić z dwóch perspektyw naraz. Pierwsza to perspektywa dorosłego syna, który ogląda się za siebie i próbuje zrozumieć, skąd biorą się pewne jego reakcje, lęki i schematy. Druga to perspektywa ojca, który właśnie teraz buduje więź ze swoim dzieckiem i chce zrobić to lepiej, niż zostało zrobione jemu. Oba spojrzenia są ze sobą splecione — bo zwykle jesteśmy jednocześnie czyimś synem i czyimś ojcem.

Ojciec — pierwsze okno na świat

Dla syna ojciec jest pierwszym mężczyzną, którego poznaje. To on — w teorii — ma wyprowadzić chłopca z bezpiecznej symbiozy z matką i pokazać mu świat na zewnątrz: świat granic, ryzyka, rywalizacji, ale i bezpiecznej przystani, do której zawsze można wrócić. Ojciec uczy, jak stawiać granice, jak brać odpowiedzialność i jak radzić sobie z własną siłą. W tym sensie jest „pierwszym oknem na świat”.

Od pierwszego uścisku, przez pierwsze kroki, aż po naukę jazdy na rowerze, to często ojciec trzyma za rękę, podnosi po upadku i uczy stawać do wyzwań. W tych codziennych, niby niezauważalnych gestach kryje się esencja jego wpływu. Rola ojca to jednak nie tylko wsparcie i nauka — to także pokazywanie, jak radzić sobie z porażką, jak przekraczać własne ograniczenia i jak być odpowiedzialnym za siebie i innych.

Problem w tym, że to „pierwsze okno” bywa zamknięte, zasłonięte albo wybite. I właśnie wtedy zaczyna się historia, o której najtrudniej mówić — historia rany ojcowskiej.

Czym jest rana ojcowska (father wound)

Rana ojcowska (z angielskiego father wound) to wyrwa w psychice dorosłego mężczyzny, która powstaje w wyniku fizycznej lub emocjonalnej nieobecności ojca. To nie metafora ani chwilowy żal — to realna, często podświadoma siła, która kształtuje poczucie wartości, relacje i sposób, w jaki mężczyzna sam staje się rodzicem. Co ważne, rana ojcowska nie zawsze ma związek z dramatem porzucenia. Bywa subtelna jak puste krzesło przy stole — albo krzesło, na którym siedział ktoś, kto fizycznie był, ale nigdy naprawdę swojego syna nie zobaczył.

W psychologii koncepcję rany ojca osadza się zwykle w teorii przywiązania Johna Bowlby’ego i Mary Ainsworth. W tym ujęciu rana ojcowska to rodzaj „rany przywiązania” — skutek tego, że jedna z najważniejszych relacji w życiu dziecka nie dała mu poczucia bezpieczeństwa, na którym buduje się później zdolność do bliskości z innymi ludźmi.

O sile tej potrzeby pisał australijski psycholog Steve Biddulph w głośnej książce „Męskość. Nowe spojrzenie”. Mówi się tam o czymś w rodzaju „głodu ojca” — jeśli mężczyzna go nie zaspokoi, trudno mu poczuć się w pełni sobą i zbudować szczęśliwą relację. Polski psychoterapeuta Wojciech Eichelberger, autor książki „Zdradzony przez ojca”, dodaje do tego ważną myśl: syn pozbawiony realnego kontaktu z ojcem zostaje odcięty od prawdy o swoim męskim dziedzictwie — od źródła, z którego mógłby czerpać poczucie własnej siły.

Warto uczciwie zaznaczyć skalę zjawiska bez podpierania się fałszywymi liczbami. Często cytowana statystyka, że „prawie 20 milionów dzieci żyje bez fizycznej obecności ojca”, pochodzi ze Stanów Zjednoczonych — nie z Polski — i nie należy jej przenosić wprost na nasze realia. Rana ojcowska nie potrzebuje jednak dramatycznych liczb, by była realna. Wystarczy jedno dzieciństwo. Twoje.

Jak być dobrym ojcem
Jak być dobrym ojcem — czego synowie i córki potrzebują naprawdę 7

Cztery twarze nieobecnego i raniącego ojca

Nieobecność ojca to nie tylko sytuacja, w której fizycznie go nie ma. Można ją podzielić na kilka typowych scenariuszy — i wiele rodzin rozpoznaje w nich więcej niż jeden.

Zobacz:  Czego naprawdę boją się mężczyźni

Nieobecność fizyczna — ojciec, którego nie było

Gdy ojca po prostu nie ma — odszedł, zniknął, zmarł albo nigdy się nie pojawił — dziecko zostaje z pustym miejscem, które jego wyobraźnia musi czymś wypełnić. Zwykle robi to na jeden z dwóch sposobów. Pierwszy to idealizacja: ojciec staje się nieosiągalną legendą, „Ojcem-Bogiem”, z którym żaden żywy człowiek nie może się równać. Drugi to demonizacja: ojciec urasta do roli potwora, a syn zaczyna się bać własnej męskości, bo kojarzy ją z czymś złym.

Dochodzi do tego dziecięcy egocentryzm — naturalny dla małego dziecka sposób myślenia, w którym wszystko kręci się wokół niego. „Skoro odszedł, to znaczy, że nie byłem wart, by został?” To pytanie, choć nielogiczne z perspektywy dorosłego, potrafi zakorzenić się jako chroniczne, podskórne poczucie niskiej wartości.

W takich sytuacjach matka często staje się jedynym narratorem. Jeśli sama jest zraniona i rozgoryczona, może — nawet nieświadomie — przedstawiać ojca w najgorszym świetle. Syn nie ma jak tego zweryfikować, więc przyjmuje jej wersję za prawdę. Eichelberger zwraca uwagę, że w takiej sytuacji wzorcem męskości stają się „marzenia matki o idealnym mężczyźnie”, a nie realny ojciec — co bywa pułapką samą w sobie.

Ojciec Duch — nieobecność emocjonalna

To prawdopodobnie najczęstszy i najbardziej podstępny scenariusz: ojciec jest fizycznie obecny, ale emocjonalnie martwy. Siedzi w tym samym pokoju, a jednak jest nieosiągalny. Dziecko dorastające z „Ojcem Duchem” uczy się jednej, dewastującej lekcji — że jego potrzeby są problemem, że lepiej ich nie zgłaszać. Psychologia nazywa to zaniedbaniem emocjonalnym w dzieciństwie (Childhood Emotional Neglect).

Ta emocjonalna nieobecność przyjmuje różne, często społecznie akceptowane formy. Bywa ucieczką w używki, które znieczulają. Bywa pracoholizmem — „ucieczką z wyższej konieczności”, którą otoczenie nawet chwali. Bywa „syndromem garażu i warsztatu”: ojcem, który zawsze ma coś do zrobienia, jest ciągle czymś zajęty, a to zajęcie jest formą aktywnej, choć niewypowiedzianej nieobecności.

Ojciec Krytyk — gdy tarcza zamienia się w miecz

Czwarty scenariusz to ojciec obecny aż za bardzo — ale w roli sędziego. Tarcza, która powinna chronić, zamienia się w miecz. Ojciec Krytyk wprowadza perfekcjonizm na poziomie przemocy: czwórka to porażka, sukces nigdy nie jest wystarczający, a pochwała przychodzi z opóźnieniem albo nie przychodzi wcale. Czasem dochodzi do tego rywalizacja — umniejszanie osiągnięć syna, by samemu poczuć się większym.

Szczególnie raniący jest język pogardy: „nie bądź babą”, „co z ciebie za facet”. Takie zdania działają jak psychologiczna kastracja — uczą chłopca, że jego wrażliwość jest wstydem, a jego męskość jest pod stałą oceną. Dziecko wychowane przez Krytyka buduje warunkowe poczucie wartości: „jestem wart tyle, ile dowożę”. W dorosłości zamienia się to w potężnego wewnętrznego krytyka, którego głos brzmi podejrzanie podobnie do ojcowskiego.

Osobnym, mniej oczywistym wariantem jest „pułapka małego męża”, czyli parentyfikacja. Gdy ojciec emocjonalnie abdykuje, matka bywa skłonna uczynić syna swoim powiernikiem i partnerem do rozmów o dorosłych sprawach. Chłopiec staje się „emocjonalnym radarem matki” — i traci prawo do tego, by po prostu być dzieckiem.

Jak rana ojcowska wpływa na dorosłego mężczyznę

Najtrudniejsze w ranie ojcowskiej jest to, że rzadko wygląda jak rana. Dorosły mężczyzna może być pozornie poukładany, skuteczny, lubiany — a mimo to nosić w sobie schematy, które utrudniają mu życie. Oto najczęstsze objawy, o których piszą psychologowie i terapeuci pracujący z tym tematem:

  • Syndrom oszusta — wieczny bieg po puchar, którego nikt nigdy nie wręczy. Nawet wyraźne sukcesy nie przynoszą poczucia, że „już wystarczy”.
  • Wewnętrzny krytyk i wstyd — stały, surowy głos w głowie oraz silne, czasem nieproporcjonalne reagowanie na krytykę z zewnątrz.
  • Lęk przed bliskością — unikający styl przywiązania, trudność z wpuszczeniem kogoś naprawdę blisko, ucieczka, gdy relacja staje się intymna.
  • „Syndrom miłego faceta” — chroniczne zabieganie o akceptację, tłumienie własnych potrzeb, by tylko nie zostać odrzuconym.
  • Brak ojca a relacje z mężczyznami — nieufność wobec innych mężczyzn, problem z autorytetem (uraza albo przesadne uleganie), a jednocześnie podświadome szukanie ojca w szefie, mentorze czy nawet partnerce.
  • Mechanizmy znieczulające — skłonność do uzależnień (alkohol, używki, praca, pornografia) jako sposób na wyciszenie niezagojonego bólu.
  • Niska samoocena i lęk — przewlekłe poczucie „nie jestem wystarczająco dobry”, podszyte lękiem lub obniżonym nastrojem, czasem wybuchy gniewu, czasem prokrastynacja mylona z lenistwem.

Do tego dochodzi pytanie o własną męskość, którą syn bez wzorca musi budować po omacku. Czasem owocuje to hipermęskością — maską twardziela, który nie dopuszcza do siebie żadnej słabości. Czasem odwrotnie: wiecznym chłopcem, który nie potrafi wziąć odpowiedzialności i pozostaje w symbiozie z matką. Pojawia się też „wojna z cieniem”: postanowienie „nigdy nie będę taki jak ojciec”, które brzmi jak wyzwolenie, a w istocie wciąż definiuje całe życie przez pryzmat ojca.

Zobacz:  Czy masz charakter? Moralność w XXI wieku

Wiele z tych mechanizmów dotyka wprost zdrowia psychicznego — a mężczyźni notorycznie zwlekają z prośbą o pomoc. Jeśli rozpoznajesz u siebie część tych objawów, warto wiedzieć, że to nie jest charakter, z którym trzeba się pogodzić, lecz coś, nad czym da się pracować. Pisaliśmy o tym szerzej w tekście o tym, dlaczego mężczyźni zaniedbują zdrowie psychiczne.

Międzypokoleniowy cykl — klątwa, którą da się przerwać

Jest jeden wątek, który spina wszystkie powyższe historie: rana ojcowska rzadko zaczyna się na tobie i rzadko na tobie się kończy — jeśli nic z nią nie zrobisz. Eichelberger ujmuje to mocno: nasi ojcowie to też synowie opuszczeni przez swoich ojców, a niezagojona rana przechodzi z pokolenia na pokolenie „jak wadliwe DNA”. Mechanizm jest prosty i bolesny: zraniony człowiek, który nie przepracował swojego bólu, ma skłonność ranić własne dzieci — często powielając dokładnie te wzorce, których u siebie najbardziej nienawidził.

Dobra wiadomość jest taka, że ten cykl nie jest wyrokiem. Każde pokolenie ma szansę go przerwać — i zwykle robi to ten, kto pierwszy uświadomi sobie, że nosi ranę, i postanowi jej dalej nie przekazywać. To moment, w którym dorosły syn i przyszły ojciec spotykają się w jednej osobie.

Jak naprawić więź z dorosłym ojcem

Jeśli ojciec wciąż żyje i kontakt jest możliwy, najwięcej do zyskania daje próba odzyskania ojca realnego — takiego, jaki naprawdę jest, a nie wyobrażenia, które nosimy w głowie. Eichelberger nazywa to „powrotną podróżą ku ojcu” i podkreśla rzecz na pozór paradoksalną: realny kontakt nawet z „niedoskonałym” ojcem bywa zdrowszy niż noszenie w sercu znienawidzonego albo wyidealizowanego wyobrażenia. Wyobrażenie nie da się skonfrontować z prawdą — żywy człowiek tak.

Jak się do takiej rozmowy zabrać? Kilka praktycznych wskazówek wprost z pracy terapeutów:

  • Weź swoje uprzedzenia w nawias. Wejdź w rozmowę gotowy usłyszeć wersję ojca, nawet jeśli zupełnie różni się od twojej. Nie chodzi o przyznanie mu racji, tylko o poznanie jego perspektywy.
  • Rozmawiaj bez świadków. Bez matki, bez rodzeństwa, bez partnerek — tylko wy dwaj. Obecność osób trzecich uruchamia stare role i zamyka szczerość.
  • Zarezerwuj czas. Takiej rozmowy nie da się odbyć w pół godziny między obowiązkami. Daj jej przestrzeń.
  • Powiedz, jak bardzo cierpiałeś. Bez oskarżania o intencje — po prostu o tym, co przeżywałeś jako dziecko. To często najtrudniejszy, ale i najbardziej uwalniający moment.

Bardzo często w takiej rozmowie wychodzi na jaw, że ojciec robił, co umiał — tyle że jego miłość była niewidoczna. „Praca to miłość, której nie widać” — zapewniony dom, jedzenie, wykształcenie bywały jego jedynym dostępnym językiem czułości. To nie usprawiedliwia chłodu, ale czasem pozwala go zrozumieć i przestać karać siebie za coś, co nigdy nie było winą dziecka. Jak ująłby to Eichelberger: zamiast całe życie rozmawiać o ojcach, w pewnym momencie warto zacząć rozmawiać z ojcami. Konkretnym, praktycznym tropom dotyczącym odbudowy tej więzi poświęciliśmy osobny tekst — zaprzyjaźnij się z ojcem.

Jak uleczyć ranę, gdy ojca już nie ma

Nie każdy ma komu zadać pytania. Ojciec mógł umrzeć, zerwać kontakt, być całkowicie niedostępny albo tak toksyczny, że spotkanie byłoby krzywdzące. Wbrew pozorom rany ojcowskiej da się wtedy uleczyć — tyle że praca odbywa się wewnątrz, a nie w relacji z żywym ojcem. Terapeuci opisują tę drogę zwykle w kilku krokach:

  • Uznanie. Wyjście z idealizacji i z zaprzeczania. Trzeba przyznać przed sobą, że ojciec nie zaspokoił twoich potrzeb rozwojowych — i pozwolić sobie poczuć związany z tym gniew. Bez tego kroku reszta nie ma fundamentu.
  • Żałoba. Opłakanie ojca, którego się nie miało. To nie żałoba po osobie, lecz po relacji, która się nie wydarzyła. Bolesna, ale konieczna — bez przeżytej żałoby ból zostaje zamrożony.
  • Praca z wewnętrznym dzieckiem. Nauczenie się dawania samemu sobie tego, czego zabrakło. Mówi się wprost: stań się ojcem dla samego siebie — wspierającym, a nie krytykującym.
  • Męska wspólnota. Bardzo trafna obserwacja terapeutów brzmi: „męski ból najlepiej leczy się w gronie mężczyzn”. Męskie kręgi, mentorzy, grupy wsparcia, dobry terapeuta — to forma „kolektywnego ojca”, który dostarcza brakującego wzorca i błogosławieństwa.

Warto przy tym wiedzieć o jednej pułapce. Sama wiedza intelektualna — „przeczytałem o tym, przepracowałem to teoretycznie” — nie wystarcza. Terapeuci mówią o „tarciu limbicznym”: stare wzorce siedzą głęboko w układzie nerwowym, a mózg dąży do homeostazy nawet wtedy, gdy ta homeostaza oznacza cierpienie. Dlatego prawdziwej zmiany nie da się „dowieźć” samą siłą woli ani jednym olśnieniem. To proces, który wymaga czasu, powtarzania i często wsparcia z zewnątrz. Celem nie jest wymazanie rany — to się nie uda. Celem jest to, by rana zmieniła się w bliznę: blizna przypomina o tym, co się przetrwało, ale już nie krwawi. W ten sposób przestajesz być produktem swojego ojca, a stajesz się twórcą samego siebie.

Perspektywa ojca — jak budować więź z synem

Druga strona tej samej historii to ty jako ojciec — ktoś, kto ma teraz realny wpływ na to, czy jego dziecko będzie kiedyś nosiło ranę, czy poczucie bezpieczeństwa. Wbrew lękowi, który dopada wielu ojców z trudną przeszłością („powtórzę schemat”), świadome ojcostwo nie wymaga doskonałości. Wymaga obecności i kilku konkretnych nawyków.

Zobacz:  Czy media społecznościowe mogaą dobrych ludzi zmieniać w potwory?

Ucz emocji własnym przykładem

Emocje to teren, który wielu mężczyzn woli omijać szerokim łukiem — a jako ojciec masz powód, by podejść do niego z odwagą. Fundamenty emocjonalne, które kładziesz w życiu syna, są równie ważne jak nauka jazdy na rowerze. Pokaż mu, że prawdziwa siła nie leży w ukrywaniu uczuć, lecz w ich rozumieniu i wyrażaniu. Jesteś pierwszym mężczyzną, który uczy go, co zrobić z gniewem, smutkiem, radością i strachem.

Nie bój się rozmawiać z synem o uczuciach, nawet jeśli sam zostałeś wychowany w przekonaniu, że „chłopaki nie płaczą”. Emocjonalnie inteligentny mężczyzna — taki, który zna swoje emocje, potrafi je nazwać i odpowiednio na nie zareagować — buduje głębsze relacje i jest bardziej odporny na życiowe burze. Więcej o tym, jak wrażliwość i siła idą w parze, znajdziesz w tekście przez emocje do sukcesu.

Buduj pewność siebie przez uznanie wysiłku

Pewność siebie to klucz do wielu drzwi w życiu mężczyzny. Najskuteczniej kuje się ją afirmacją — pokaż synowi, że wierzysz w jego talenty i możliwości. Ale uwaga na pułapkę Ojca Krytyka: chwal nie tylko wynik, lecz przede wszystkim wysiłek, pracę i postęp. Dziecko chwalone wyłącznie za rezultaty uczy się, że jest warte tyle, ile dowozi — a to prosta droga do warunkowego poczucia wartości w dorosłości.

Bądź jednocześnie największym fanem syna i trenerem, który potrafi zmotywować. Konstruktywna krytyka ma sens, o ile podawana jest z troską i utrzymuje balans między zachętą a wskazywaniem obszarów do rozwoju. I naucz go najważniejszego: porażka to lekcja, nie katastrofa. W kulturze celebrującej wyłącznie sukcesy to właśnie ojciec może pokazać, jak podnosić się po upadku i każde niepowodzenie zamieniać w kolejny krok do przodu.

Bądź wzorem — przez autentyczność, nie doskonałość

Każdy twój krok jest obserwowany. Sposób, w jaki traktujesz innych, jak radzisz sobie z trudnościami, jak wyrażasz uczucia — wszystko to staje się częścią edukacji syna. Jesteś jego pierwszym bohaterem i mentorem. Bycie wzorem nie oznacza jednak bycia nieomylnym. Wręcz przeciwnie: odwaga, by przyznać się do błędu i pokazać, jak wyciąga się z niego wnioski, jest jedną z najcenniejszych lekcji, jaką możesz dać. Uczy syna, że rozwój to proces, a potknięcie to nie koniec.

Zaangażuj się w pasje syna, nawet jeśli wydają ci się obce. Twój czas i zainteresowanie to dla niego sygnał, że jest ważny. To buduje jego poczucie wartości i uczy, że ma prawo do własnych wyborów. Krótka, uczciwa autorefleksja na temat tego, jakim jest się ojcem, bywa cenniejsza niż dziesiątki dobrych intencji — pomocny w niej może być nasz tekst o cechach dobrego ojca.

Ojciec to nie matka — wartość męskiego wychowania

Ojcowie wnoszą do wychowania coś, czego nie da się zastąpić — nie dlatego, że są „lepsi” od matek, lecz dlatego, że są inni. To często ojciec wprowadza większe wyzwania fizyczne, oswaja z ryzykiem i eksploracją, pokazuje, jak stawać czoła trudnościom i jak wstawać po upadku. Nie chodzi o zaniedbywanie emocji — chodzi o naukę, że siła fizyczna i emocjonalna idą w parze, wzmacniając się nawzajem.

Męskie wychowanie to też wprowadzenie w świat męskich relacji — w tę specyficzną braterską więź opartą na lojalności, uczciwości i zaufaniu. To pokazanie, że męskość nie jest monolitem twardziela, lecz bogactwem postaw i emocji: można być silnym i wrażliwym jednocześnie, można okazywać miłość, wdzięczność i radość, ale też przyznać się do smutku i lęku. To właśnie ten szeroki, pełny obraz męskości jest najlepszym prezentem, jaki ojciec może zostawić synowi — i najskuteczniejszym sposobem, by rana ojcowska nie przeszła na kolejne pokolenie.

Bywa, że budowanie tej więzi musi odbywać się mimo rozłąki — po rozwodzie, na odległość, w niełatwych warunkach. To nie przekreśla obecności; wymaga tylko większej świadomości i konsekwencji.

Dwie strony tej samej relacji

Relacja z ojcem jest jedną z nielicznych, w których jednocześnie jesteśmy uczniem i nauczycielem — synem, który coś otrzymał lub czego mu zabrakło, oraz ojcem, który właśnie przekazuje to dalej. Świadomość tego splotu to nie ciężar, lecz szansa. Bo dorosły mężczyzna, który uczciwie spojrzy na własną ranę, zrobi pierwszy i najważniejszy krok do tego, by jego dziecko tej rany nie odziedziczyło.

Niezależnie od tego, z jakim bagażem startujesz — czy nosisz w sobie pustkę po nieobecnym ojcu, czy walczysz z cieniem ojca obecnego za bardzo — masz realny wpływ na to, co będzie dalej. Rany da się leczyć, więzi da się odbudowywać, a cykl da się przerwać. Zwykle zaczyna się to od jednej decyzji: że tym razem będzie inaczej.

Share this article
Shareable URL
Prev Post

Dżentelmen w 2026 — co to znaczy być prawdziwym dżentelmenem

Next Post

Pozycja na pieska (od tyłu) — jak ją wykonać i warianty

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Read next