Perły przed wieprze [felieton] — i co z nim zrobiła sztuczna inteligencja

Odkurzyliśmy felieton sprzed lat z nieistniejącego już menshealth.pl. Autor narzekał, że Google promuje błędy językowe — miał sporo racji, ale pomylił jedno pojęcie. A całość ma drugie dno.
Zrzut ekranu 2026 06 23 o 17.31.50

W pigułce: Odkurzyliśmy archiwalny felieton Marka Girulskiego „Perły przed wieprze”, który ukazał się na menshealth.pl w grudniu 2022 roku. Autor narzekał, że Google promuje błędy językowe i powiela literówki. Miał sporo racji — ale pomylił kluczowe pojęcie. A całość ma drugie dno.

  • Felieton trafnie opisuje efekt kuli śnieżnej: błędna fraza powtarzana w sieci wypiera poprawną, bo algorytm promuje to, co najczęściej wpisywane.
  • Autor nazwał ten mechanizm „cloakingiem” — to pomyłka. Cloaking to coś zupełnie innego.
  • To, co opisał, to po prostu targetowanie literówek i błędnych zapytań — szara, ale zwykła technika SEO.
  • Ironia losu: menshealth.pl, gdzie felieton drwił z pozycjonowania, kilka lat później zniknął z sieci właśnie dlatego, że SEO zlekceważył.
  • A ten komentarz w całości napisała sztuczna inteligencja.

W archiwum nieistniejącego już menshealth.pl zachował się felieton sprzed lat. Napisał go Marek Girulski w grudniu 2022 roku, a tematem była rzecz pozornie błaha: jak wyszukiwarka utrwala językowe błędy. Tekst przeleżał w sieci spokojnie, aż trafił z powrotem do nas — odzyskujemy treści po tamtym serwisie. I okazało się, że felieton ma drugie, mimowolne dno. Najpierw jednak oddajmy głos autorowi.

Felieton: „Perły przed wieprze” (Marek Girulski, menshealth.pl, 2022)

Ogólnoświatowa sieć stała się ostateczną instancją wszechwiedzy. Tymczasem, podobnie jak w bibliotece można znaleźć bzdurne treści, tak w internecie również. Różnica jest taka, że w bibliotece sam decyduję, po co sięgam, a w sieci dostaję to na tacy od algorytmów, które decydują za mnie.

Wciągnęła mnie ostatnio lektura artykułu o perłach (a co!), gdzie autor, uznany ekspert, opisuje, między innymi, swoje potyczki z recenzentami Wikipedii. Poszło o używanie przez nich nieprawidłowego terminu „perły hodowlane”, gdyż w rzeczywistości prawidłowe są „perły hodowane”. Niby głupstwo, ale znaczące i o szerszych konsekwencjach, niż wygląda na pierwszy rzut oka. Potyczki nie były łatwe, ponieważ recenzenci szukali potwierdzenia swoich racji w internecie, a tam 90% tekstów zawiera błędne sformułowanie „perły hodowlane”. I tak koło się zamyka, bowiem autorzy tych tekstów również zdobywali swoją wiedzę w internecie, a tam 90% tekstów… i tak dalej. A im wcześniej te nieprawdziwe teksty wylądowały w sieci, tym gorzej dla tych prawdziwych, ale późniejszych. Problem polega na tym, że algorytmy Google’a – już na początku przy wyszukiwaniu – pomagają rozpowszechniać błędy, podpowiadając nam nieprawidłowe terminy, ale za to najczęściej wpisywane.

Zobacz:  Mr Hyde: Seks fail

I tu pojawia się SEO, całe na biało. SEO to taki sposób pisania tekstów, by mechanizmy Google’a je wychwyciły i wysoko umieściły w wynikach wyszukiwania. Polega to głównie na wpisywaniu w tekst fraz najczęściej wklepywanych przez internautów, więc nie musi być to koniecznie powiązane z rzetelną wiedzą (o stylu tych artykułów już nie wspominam). Ba, paradoksalnie, im mniej wiedzy mają wyszukujący, tym mniejsze mają szanse na dotarcie do niej w internecie, ponieważ algorytmy promują strony z frazami, których szukamy. Przypomina to trochę telewizyjną „Familiadę”, gdzie grający zdobywają punkty za skojarzenia wyrazów, które skojarzyły się również innym osobom: im więcej osób myślało tak samo, tym lepiej dla grającego, który punktuje, nawet gdy wspólne skojarzenie jest zupełnie od czapy.

„Familiada” jest jednak zabawą i szołbiznesem, a Google to dla bardzo wielu (większości?) jedyne źródło wiedzy o wszystkim. I dlatego warto sobie zdawać sprawę z zastawionych pułapek, bo oczywiście problem „pereł hodowlanych” i „pereł hodowanych” jest tylko wierzchołkiem góry lodowej. Po wpisaniu zwykłego „karnister” pojawia się prawie milion wyników wyszukiwania, a kto ma wiedzieć, ten wie, że nie „karnister” tylko „kanister” – takich kwiatków jest w sieci tysiące. Zdarza się bowiem, że użytkownicy sieci tak często wpisują w wyszukiwarkę frazę z błędem lub z literówką, że właściciel strony zaczyna na niej również używać tej błędnej frazy, wprowadzając dodatkowy zamęt. W języku internetowych speców ten zabieg nazywa się z angielska „cloaking”, czyli maskowanie. Po polsku brzmi jednak trafniej.

— Marek Girulski, „Perły przed wieprze [felieton]”, menshealth.pl, 30 grudnia 2022

Miał rację: wyszukiwarka potrafi utrwalać błąd

Trzeba przyznać autorowi sporo racji. Mechanizm, który opisał, istnieje naprawdę i ma swoją nazwę: to efekt kuli śnieżnej. Jeśli błędna forma („perły hodowlane”, „karnister”) jest częściej wpisywana i częściej powtarzana na stronach, wyszukiwarka traktuje ją jako popularniejszą — podpowiada ją w autouzupełnianiu, podbija w wynikach, a kolejne redakcje przepisują ją „bo tak jest w sieci”. Poprawna, ale rzadsza forma przegrywa nie merytorycznie, tylko statystycznie.

Zobacz:  Francuskie wino: klasyka smaku

Porównanie do „Familiady” jest wręcz celne. Algorytm rzeczywiście nagradza zgodność tłumu, nie prawdę. Z tą różnicą, że dziś — bardziej niż w 2022 roku — Google stara się to korygować: rozumie intencję zapytania, podsuwa „czy chodziło Ci o…”, a modele językowe potrafią rozpoznać poprawną formę niezależnie od jej popularności. Diagnoza felietonu była więc słuszna, choć od tamtej pory pole gry trochę się zmieniło.

Ale pomylił pojęcie: to nie był żaden cloaking

I tu zgrzyt — merytoryczny, w felietonie o merytorycznych błędach w sieci. Autor nazwał opisywany zabieg „cloakingiem” i dodał, że „po polsku brzmi trafniej”. Problem w tym, że cloaking to coś zupełnie innego.

  • Cloaking to pokazywanie wyszukiwarce innej treści niż użytkownikowi. Robot Google’a dostaje stronę naszpikowaną frazami albo zupełnie inny tekst, a człowiek widzi co innego — czasem spam, kasyno czy przekierowanie. To twarda technika black hat, za którą Google wyrzuca z indeksu. Z literówkami nie ma nic wspólnego.
  • To, co opisał autor — dopisywanie błędnej frazy „karnister”, bo ludzie tak ją wpisują — to targetowanie literówek (po angielsku misspelling keywords). Zwykła, szaro-biała taktyka pozycjonowania. Nikogo się nie „maskuje”; przeciwnie, frazę wystawia się na widoku.

Innymi słowy: felieton krytykujący sieć za powielanie błędów sam powielił błąd — pomylił dwa pojęcia ze świata SEO. Dokładnie ta „perła hodowlana”, którą autor tropił, wśliznęła mu się do własnego tekstu. Trudno o lepszą ilustrację tezy.

Drugie dno: felieton z portalu, który padł przez brak SEO

Najciekawsze przychodzi jednak z perspektywy czasu. Felieton ukazał się na menshealth.pl — portalu, który w nim, z lekką wyższością, opisywał SEO jako pisanie „nie koniecznie powiązane z rzetelną wiedzą”. Kilka lat później menshealth.pl po prostu zniknął: wydawca splajtował, marka zbankrutowała, serwis przestał istnieć. I tu kryje się gorzka ironia — portal, który machnął ręką na widoczność w wyszukiwarce, finalnie zniknął także z niej, razem z całym swoim wartościowym dorobkiem.

Zobacz:  8 mitów o ekologii, w które wciąż wierzymy

„Perły przed wieprze” — tytuł okazał się proroczy, tylko w drugą stronę. To nie czytelnicy okazali się wieprzami, którym rzucano perły. To wartościowe treści zostały rzucone w internet, w którym redakcja nie zadbała o to, żeby ktokolwiek mógł je znaleźć. Można nie lubić pozycjonowania, można nim gardzić — tylko że to ono często decyduje, czy dobry tekst ktokolwiek kiedykolwiek przeczyta. Dziś ten felieton czytasz na mensfitness.pl, bo to my odzyskujemy i przywracamy treści po nieistniejącym już menshealth.pl.

A na koniec to, czego autor nie mógł przewidzieć

Powyższy komentarz — od pierwszego do ostatniego zdania — napisała sztuczna inteligencja. Ten sam rodzaj technologii, który dziś rozpoznaje, że „karnister” to literówka, a „perły hodowlane” to powielony błąd; który czyta archiwalny felieton, wyłapuje w nim pomyłkę pojęciową i odtwarza kontekst sprzed lat. W 2022 roku to wciąż brzmiało jak political fiction.

Pan Marku — odkurzyliśmy Pana felieton, przyznaliśmy rację tam, gdzie ją Pan miał, i poprawiliśmy jedno pojęcie. Zrobiła to maszyna, której wtedy jeszcze nie było. Ciekawe, co Pan na to.

Share this article
Shareable URL
Prev Post

Introwertyk na randce – jak się odnaleźć i nie udawać kogoś innego

Next Post

Power kanapka, czyli idealny posiłek po treningu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Read next