Dieta latem i zimą: co naprawdę zmienia się w zapotrzebowaniu

Zupa lub kasza na śniadanie? Brzmi rewolucyjnie, ale w dawnej Polsce takie menu było normą. Nasi przodkowie instynktownie wybierali jedzenie, które zimą rozgrzewa, a latem chłodzi. Czy mieli rację? MH spytał o to ekspertów: makrobiotyka i dietetyka.
10803 hero

W pigułce: Popularne twierdzenie, że zimą spalasz wyraźnie więcej kalorii, nie ma pokrycia w badaniach nad człowiekiem żyjącym w ogrzewanych pomieszczeniach. Sezonowość widać za to w apetycie, w liczbie przechodzonych kilometrów i w zapotrzebowaniu na płyny.

  • Brunatna tkanka tłuszczowa u dorosłego to zwykle 50–100 g i według przeglądu w czasopiśmie „Temperature” może odpowiadać za mniej niż 1% produkcji ciepła podczas termogenezy.
  • W badaniu komorowym doba w 19°C zamiast 23,5°C zwiększyła spożycie o średnio 404 kcal na dobę — chłód mocniej działa na apetyt niż na wydatek energetyczny.
  • W norweskim badaniu HUNT dorośli w wieku 18–49 lat notowali zimą około 59 minut tygodniowo mniej aktywności umiarkowanej i intensywnej niż latem.
  • Świąteczny przyrost masy ciała w badaniu NEJM wyniósł średnio 0,37 kg i nie został odrobiony wiosną ani latem.
  • U australijskich dorosłych szczyt spożycia energii wypadał w grudniu, czyli w tamtejsze lato — decyduje kalendarz towarzyski, nie temperatura za oknem.
  • Latem rośnie obrót wody: u starszych osób badanych metodą wody podwójnie znakowanej o 640 ml na dobę, przy jednoczesnym spadku całkowitego wydatku energetycznego.

Co roku wraca ten sam pomysł: zimą organizm musi się grzać, więc spala znacznie więcej kalorii, a latem zwalnia. Z tego wyciąga się wniosek, że jadłospis powinien wyglądać zupełnie inaczej w styczniu niż w lipcu. Brzmi logicznie, bo każdy zna uczucie marznięcia i wie, że ogrzewanie kosztuje energię.

Problem w tym, że skala tego efektu u człowieka mieszkającego w ogrzewanym budynku jest znacznie mniejsza, niż sugerują nagłówki. Sezonowość istnieje, tylko siedzi w zupełnie innym miejscu bilansu energetycznego — po stronie apetytu, aktywności i płynów. Poniżej rozkładamy to na czynniki pierwsze, z konkretnymi badaniami.

Skąd wziął się mit o zimowym spalaniu

W polskim internecie krąży wersja, w której „badacze z Uniwersytetu Cambridge wyliczyli”, o ile procent więcej spalasz zimą. Przy próbie dotarcia do źródła ta liczba rozpływa się w powietrzu: nie prowadzi do żadnej publikacji, którą dałoby się wskazać z nazwiska, roku i czasopisma. Powtarzana bez przypisu jest po prostu liczbą-widmem, a takich w tekstach o odchudzaniu jest sporo.

Sama fizjologia jest oczywiście prawdziwa. Utrzymanie temperatury wewnętrznej kosztuje energię i w zimnie ten koszt rośnie. Kluczowy jest jednak warunek brzegowy: musisz naprawdę marznąć. Ubrany człowiek w mieszkaniu o temperaturze 20–22°C znajduje się blisko strefy komfortu cieplnego, w której organizm radzi sobie samym zwężeniem naczyń skórnych. Realna ekspozycja na chłód sprowadza się wtedy do kilkunastu minut na przystanku i drogi do samochodu.

Warto uświadomić sobie, jak wygląda przeciętna zimowa doba mieszkańca miasta. Osiem godzin snu pod kołdrą, osiem lub dziewięć w ogrzewanym biurze, reszta w mieszkaniu z włączonym kaloryferem. Zostaje kilkadziesiąt minut, podczas których organizm w ogóle musi się bronić przed utratą ciepła, i to zwykle w kurtce. Badania nad termogenezą wywołaną zimnem prowadzi się tymczasem w komorach klimatycznych, gdzie uczestnicy siedzą lekko ubrani przez wiele godzin. Przenoszenie tamtych wyników wprost na zwykłą zimę w bloku zawyża efekt o rząd wielkości.

Zobacz:  Dieta Sport Protein z wyborem menu od Pomelo – siła, smak i elastyczność dla aktywnych!

Brunatna tkanka tłuszczowa: mechanizm realny, efekt mały

Odkrycie aktywnej brunatnej tkanki tłuszczowej u dorosłych rozpaliło wyobraźnię branży fitness. To tkanka, która zamiast magazynować energię, rozprasza ją w postaci ciepła. Skala jest jednak skromna: według przeglądu opublikowanego w 2026 roku w czasopiśmie „Temperature” masa brunatnej tkanki u dorosłego to zwykle 50–100 gramów, a jej udział w produkcji ciepła podczas termogenezy może wynosić mniej niż 1%.

Główną robotę odwalają mięśnie szkieletowe — przez dreszcze i przez termogenezę bezdrżeniową. Dreszcze faktycznie kosztują sporo, tylko że to stan, w którym nikt dobrowolnie nie spędza godzin. Praktyczne wnioski są dwa:

  • Nie planuj deficytu ani nadwyżki kalorycznej na podstawie prognozy pogody. Różnica jest zbyt mała i zbyt niestabilna, by ją sensownie policzyć.
  • Zimne prysznice i morsowanie mają swoje uzasadnienia, ale traktowanie ich jako narzędzia redukcji tkanki tłuszczowej rozmija się z liczbami.

Zimą zmienia się apetyt i liczba kroków

Tu robi się ciekawie, bo dowody idą w stronę odwrotną do popularnego przekonania. W badaniu komorowym opublikowanym w „Obesity” 46 zdrowych osób jadło do woli przez dobę w dwóch warunkach: w 19°C oraz w 23,5°C. W chłodzie zjadały średnio o 404 kcal dziennie więcej. Chłodne otoczenie mocniej pociągnęło za widelec niż za wydatek energetyczny.

Sezonowy rytm apetytu opisano zresztą już w 1991 roku. W pracy opublikowanej w „Physiology & Behavior” 315 dorosłych prowadziło siedmiodniowe dzienniczki żywieniowe w różnych porach roku. Jesienią podaż energii rosła, głównie za sprawą węglowodanów, a same posiłki stawały się większe. Uczestnicy deklarowali też mniejszą sytość po jedzeniu, mimo że zjadali więcej. Skłonność do zwiększania porcji wraz ze skracaniem dnia jest więc dobrze udokumentowana — tyle że jest to zjawisko apetytowe, nie metaboliczne.

Do tego dochodzi strona ruchowa. W norweskim badaniu populacyjnym HUNT, gdzie aktywność mierzono akcelerometrami u ponad 28 tysięcy dorosłych, osoby w wieku 18–49 lat notowały zimą około 59 minut tygodniowo mniej aktywności umiarkowanej i intensywnej niż latem. U nastolatków różnica sięgała 104 minut tygodniowo. Zimowy bilans przesuwa się więc w stronę nadwyżki z dwóch stron naraz.

Efekt widać w masie ciała. Klasyczne badanie opublikowane w „New England Journal of Medicine” pokazało, że przeciętny świąteczny przyrost to 0,37 kg — znacznie mniej niż straszące „dwa kilo w tydzień”. Sęk w tym, że te kilogramy nie znikały wiosną ani latem, a po roku netto zostawało 0,48 kg. Rumuńskie badanie z 2026 roku, w którym uczestników przebadano trzykrotnie w ciągu roku, potwierdziło ten wzorzec dla masy ciała i trzewnej tkanki tłuszczowej.

Zobacz:  Jak wysoki poziom białka pomaga w budowaniu masy mięśniowej i spalaniu tłuszczu?

Najmocniejszy argument przeciwko wersji „to przez zimno” przychodzi z Australii. W kohorcie dorosłych z Adelaide szczyt spożycia energii, makroskładników i alkoholu wypadał w grudniu — czyli w środku tamtejszego lata. Wniosek jest prosty: za sezonowe wahania odpowiada kalendarz towarzyski, a termometr pełni rolę drugorzędną.

Lato: więcej wody, niekoniecznie więcej jedzenia

Po drugiej stronie roku najlepiej udokumentowana zmiana dotyczy płynów. W japońskim badaniu z użyciem wody podwójnie znakowanej, uznawanej za metodę referencyjną, tych samych uczestników zmierzono w maju przy średniej temperaturze 19°C i w sierpniu przy 29°C. Obrót wody wzrósł latem o 640 mililitrów na dobę. Całkowity wydatek energetyczny w tym samym czasie spadł o 149 kcal dziennie, bo w upale ludzie ruszają się mniej.

Praktyka latem sprowadza się więc do wody, nie do zmiany makroskładników:

  • Rozłóż picie na cały dzień zamiast nadrabiać wieczorem. Barwa moczu to najprostszy wskaźnik — jasnosłomkowa wystarczy.
  • Przy długim treningu w upale zważ się przed i po. Ubytek masy w trakcie sesji to niemal wyłącznie woda, którą warto uzupełnić.
  • Przy wysiłku trwającym ponad godzinę i obfitym poceniu sensowne jest dodanie do płynu sodu, a nie picie samej wody w dużych objętościach.
  • Upał zwykle sam obniża apetyt. Jeśli budujesz masę mięśniową, latem łatwiej wpaść w niedobór energii niż w nadwyżkę.

Co warto zmieniać wraz z porą roku

Skoro przemiana materii pozostaje względnie stabilna, sezonowe korekty powinny dotyczyć zachowania i logistyki jedzenia.

  1. Zimą pilnuj kroków. Wyznacz dzienny próg i miej plan awaryjny na złą pogodę: schody, spacer w galerii, rower stacjonarny. To rekompensuje większość sezonowej różnicy.
  2. Gorące posiłki tak, ale w tym samym rachunku. Zupa, gulasz warzywno-mięsny czy pieczone warzywa dają sytość i objętość przy umiarkowanej kaloryczności. Ciepło potrawy samo w sobie nie podkręca spalania.
  3. Białko trzymaj na stałym poziomie przez cały rok. Zapotrzebowanie zależy od masy ciała i obciążeń treningowych, a nie od miesiąca.
  4. Zimą sięgaj po mrożonki i kiszonki. Mrożone warzywa i owoce zachowują wartość odżywczą, a poza sezonem bywają lepszym wyborem niż transportowane z daleka świeże odpowiedniki.
  5. Okres świąteczny traktuj jak zaplanowany epizod. Kilka dni z nadwyżką nie robi różnicy. Sześć tygodni luzowania od andrzejek do końca stycznia — już tak.
  6. Latem policz alkohol. W badaniach sezonowych to właśnie napoje alkoholowe i słodzone najbardziej podbijają letnią podaż energii, a przy grillu i upale łatwo je przeoczyć.

Kiedy pora roku faktycznie podnosi zapotrzebowanie

Są sytuacje, w których zimowy koszt energetyczny rośnie w sposób wymierny. Dotyczy to pracy fizycznej na zewnątrz przy mrozie, całodniowych wyjść w góry, sportów zimowych i noclegów w nieogrzewanych pomieszczeniach. Składa się na to kilka rzeczy naraz: godziny realnej ekspozycji na chłód, ciężka odzież, poruszanie się po śniegu i okresowe dreszcze. Podobnie działa długi bieg w pełnym słońcu latem, gdzie dochodzi obciążenie układu krążenia związane z chłodzeniem organizmu.

Zobacz:  Indeks glikemiczny, czyli cukry na smyczy

Wspólny mianownik jest jednak taki, że zapotrzebowanie podnosi tam czas ekspozycji i wykonana praca, a nie data w kalendarzu. Jeśli twoja zima wygląda tak, że z ogrzewanego mieszkania przechodzisz do ogrzewanego biura, twoje zapotrzebowanie zimą i latem będzie zbliżone. Warto więc trzymać ten sam sposób odżywiania przez cały rok i korygować go na podstawie tego, co pokazuje waga i ile realnie się ruszasz — a nie na podstawie tego, co pokazuje termometr.

Źródła:

Share this article
Shareable URL
Prev Post

Sok, nektar czy napój owocowy? Co naprawdę jest w kartonie

Next Post

Skrzydełka z kurczaka z piekarnika: przepis i wartości odżywcze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Read next