Mountainboard: deska, cztery koła i 100% adrenaliny

Ta deska wygląda trochę jak samoróbka wykonana w garażu, ale to tylko pozory. Ten sprzęt pozwoli Ci gnać z zawrotną szybkością po stoku albo wykonywać szalone triki w powietrzu. Zobacz, jak ekscytująca jest jazda na mountainboardzie.
Mountainboard: deska, cztery koła i 100% adrenaliny

W pigułce: Mountainboard (dirtboard, ATB) to deska z czterema pompowanymi kołami, wiązaniami i hamulcem do zjazdów po trawie, żwirze i terenie. Tekst tłumaczy budowę deski, style jazdy, bezpieczeństwo i jak zacząć w Polsce.

  • Sport narodził się na początku lat 90. niezależnie w Wielkiej Brytanii, USA i Australii, jako sposób snowboardzistów i surferów na sezon bez śniegu.
  • Deska składa się z czterech części: decka (90–110 cm), wiązań, kół z oponami pneumatycznymi (8–13 cali) i dwóch trucków; hamulec montuje się na przednich kołach.
  • Cztery główne dyscypliny to downhill, boardercross, freestyle i freeride.
  • Kask jest obowiązkowy, do tego ochraniacze na kolana, łokcie i nadgarstki; bez nich nie wpuszczają na większość zorganizowanych tras.
  • W Polsce jeździ się na trawiastych stokach i w bike parkach (Beskidy, Jura); nie potrzeba licencji, a wypożyczalnie i kluby to najtańszy start.
  • To solidne cardio i trening nóg, brzucha oraz równowagi dzięki ciągłemu balansowaniu.

Co to w ogóle jest mountainboard?

Wyobraź sobie deskorolkę, która spojrzała na świat i powiedziała: „Poczekaj, potrzymaj mi piwo”. Mountainboard (znany też jako dirtboard, off-road board lub all-terrain board, w skrócie ATB) to deska z czterema dużymi, pompowanymi kołami, wiązaniami i często hamulcem. Zjeżdżasz nią z pagórków, ślizgasz się po trawie, żwirze, a jeśli masz fantazję – nawet po śniegu, choć wtedy grozi Ci atak snowboardzistów oburzonych świętokradztwem.

To nie jest przypadek, że mountainboard pachnie snowboardem. Sport narodził się na początku lat 90. niezależnie w Wielkiej Brytanii, USA i Australii – wszędzie tam, gdzie zapaleni snowboardziści, skejterzy i surferzy szukali sposobu, żeby przetrwać sezon bez śniegu i fal. W 1989 roku firma Supercruiser Inc. Mortona Helliga opatentowała pierwszą deskę typu „All Terrain Dirtboard”, a w 1993 roku grupa snowboardzistów z Kalifornii założyła firmę Mountain Board Sports (MBS), żeby budować deski do zjeżdżania po trawiastych stokach poza sezonem. Krótko mówiąc: mountainboard to było cardio dla ludzi, którzy nie potrafili usiedzieć w miejscu między zimami.

W czym tkwi różnica wobec innych desek? Skateboard i longboard proszą się o asfalt. Snowboard tęskni za śniegiem. Mountainboard zadowoli się wszystkim, co nie jest stołem w salonie. To miks szaleństwa skateboardingu i dzikości MTB: robisz tricki, podskakujesz na hopkach, driftujesz na zakrętach. W skrócie: adrenalina razy dwa, siniaki razy dziesięć, satysfakcja razy sto.

Jak zbudowana jest deska – od decka po ochraniacze

Mountainboard wygląda jak deskorolka po kursie crossfitu. To jednak nie kaprys producentów – każdy element ma swoje zadanie. Klasyczny mountainboard składa się z czterech podstawowych części: decka (deski), wiązań, kół z pneumatycznymi oponami oraz dwóch trucków, które odpowiadają za skręcanie.

  • Deck (deska) – platforma, na której stoisz i do której mocowana jest reszta osprzętu. Decki mają zwykle od 90 do 110 cm długości, a wykonuje się je z różnych materiałów i metodami warstwowymi, żeby łączyły sztywność z elastycznością.
  • Wiązania (bindings) – regulowane paski, które trzymają stopy na desce, ale zostawiają trochę luzu na ruch. To one przytrzymają Twoje nogi nawet wtedy, gdy Ty już dawno chciałbyś uciekać.
  • Koła i opony pneumatyczne – piasty z plastiku lub metalu i pompowane opony o średnicy zwykle od 8 do 13 cali. Bieżnik bywa różny: od gładkich „slicków” po głęboki, agresywny wzór z kanalikami odprowadzającymi wodę. Opony 2-warstwowe są lżejsze, ale łatwiej je przebić niż mocniejsze 4-warstwowe.
  • Trucki (channel trucks) – elementy łączące koła z deską, wyposażone w system tłumienia lub sprężyny oraz osie. To dzięki nim deska w ogóle skręca. MBS dorobił się tu własnej legendy, opracowując m.in. amortyzowany truck „eggshock”.
  • Hamulec – montowany najczęściej na obu przednich kołach (a nie na tylnych), żeby zwiększyć skuteczność i zmniejszyć ryzyko zablokowania tyłu i wpadnięcia w poślizg. Obsługujesz go dźwignią trzymaną w dłoni – pociągasz, a oba mechanizmy działają jednocześnie.
Zobacz:  50 męskich przygód, które warto przeżyć

Decki dzieli się też pod kątem stylu jazdy. Modele downhillowe są twarde i stabilne, stworzone „z górki na pazurki”. Freestyle’owe są krótsze i lżejsze, jak Tony Hawk na sterydach. A allround to kompromis dla niezdecydowanych, czyli dla 90% facetów na starcie.

Ochraniacze? Kask to absolutny must-have – nie ozdoba, tylko warunek wpuszczenia na większość zorganizowanych tras. Do tego ochraniacze na kolana, łokcie i nadgarstki (te ostatnie szczególnie, bo przy upadku odruchowo wystawiasz ręce). Sporo weteranów dorzuca też ochraniacz na biodra i kość ogonową – bo lepiej wydać trochę na gąbkę, niż spędzić miesiąc na rehabilitacji. Gogle na kurz, rękawice i smycz do deski (leash) to już dodatki dla wymagających. Im dziwniej wyglądasz, tym bezpieczniej jeździsz.

Cztery odmiany jazdy – wybierz swój klimat

Mountainboard to nie jeden styl, tylko cała rodzina. W sporcie wyróżnia się cztery główne dyscypliny: downhill, boardercross, freestyle i freeride. Każda z nich to inny rodzaj adrenaliny.

  • Downhill – wyścig z czasem na długim, stromym zjeździe, często liczonym w kilometrach, przez las albo otwarty stok. Tu królują duże koła i sprawne hamulce, bo prędkości robią się poważne.
  • Boardercross (BoarderX) – kilku zawodników jednocześnie na specjalnie przygotowanym torze z bandami (berms) i przeszkodami. Wygrywa ten, kto pierwszy na mecie, więc bywa kontaktowo.
  • Freestyle – tricki na skoczniach i przeszkodach. Mieści w sobie slopestyle (przejazd z serią skoczni i railów), big air (efektowne skoki z obrotami i grabami) oraz jibbing na mniejszych, technicznych elementach.
  • Freeride – przez wielu uważany za najczystszą formę mountainboardingu. Bez stopera, bez sędziów, po prostu jazda dla przyjemności: leśne ścieżki, trawiaste stoki, drogi serwisowe.

Co ciekawe, mountainboard ma także zorganizowaną historię startów: zawody rozgrywano w USA od 1993 roku, a w Wielkiej Brytanii od 1997 roku. To nie jest więc kaprys ostatniej dekady, tylko sport z własnym dorobkiem i społecznością.

Zobacz:  Kitesurfing: między żywiołami

Gdzie w Polsce możesz się wyszaleć?

Nie musisz być sąsiadem Morskiego Oka. Mountainboard w Polsce żyje na pełnym gazie: trawiaste stoki, bike parki i łagodne zjazdy nadają się idealnie. Najlepsze miejscówki to przeważnie te same góry, które latem stoją puste po sezonie narciarskim – Beskidy, Jura czy podgórskie bike parki dają mnóstwo opcji od hardcore’owych tras po spokojny chillout na łące.

Chcesz sprzęt na próbę? Wypożyczalnie i lokalne kluby mountainboardowe to nie mit – w większych miastach znajdziesz ludzi, którzy nie tylko Ci pożyczą deskę, ale pokażą, jak nie zginąć w trzcinach. To zwykle najtańszy i najmądrzejszy sposób, żeby sprawdzić, czy ten sport w ogóle Cię kręci, zanim wydasz pieniądze na własny zestaw.

Formalności? Wystarczy kask i dobry humor. Polska nie wymaga na razie żadnych licencji ani pozwoleń do rekreacyjnej jazdy. Jeśli nie masz gór w okolicy – bike parki, parki miejskie, łagodne stoki, a nawet większe łąki dają radę. Pamiętaj tylko, żeby jeździć tam, gdzie nikomu nie wejdziesz pod nogi i gdzie podłoże jest w miarę przewidywalne. Mountainboard nie pyta o porę roku, ale o zdrowy rozsądek już tak.

Jak zacząć – szybki kurs dla początkujących

Nie bój się – na starcie wszyscy wyglądają jak Bambi na lodzie. Najpierw staniesz… a potem najprawdopodobniej usiądziesz, bo grawitacja działa. Klucz to dobre ustawienie stóp w wiązaniach i niskie ugięcie kolan – jakbyś szykował się do starcia z przeciwnikiem w Mortal Kombat. Im niżej środek ciężkości, tym mniej spektakularne lądowania.

Podstawy techniki to balans, skręty i hamowanie. Przesuwaj ciężar ciała jak surfer, opierając się na palcach albo piętach, żeby skręcać. Naucz się hamulca, zanim ruszysz na coś bardziej stromego – ten gadżet uratuje Twoje ego i zęby. Do tego jedna złota zasada: patrz przed siebie, nie pod nogi. Deska jedzie tam, gdzie kierujesz wzrok, a nie tam, gdzie marzysz.

Najczęstsze błędy? Za sztywne nogi, patrzenie w dół i panika przy pierwszym zjeździe. Spotkasz weteranów, którzy mają już całą kolekcję „gleb” i śmieją się z tego na forach – lepiej uczyć się na cudzych błędach niż własnych szwach. Instruktor? Warto. Eksperci jednoznacznie zalecają, żeby początkujący opanowali balans i hamowanie pod okiem kogoś doświadczonego. Godzina z instruktorem to mniej siniaków, mniej strachu i szybciej złapane podstawy niż po samym YouTubie.

Zobacz:  Kolarze na rzecz Fundacji: charytatywny maraton na rowerach stacjonarnych

Jak nie zrobić z siebie mema na stoku

  • Zakładanie deski na odwrót – klasyk początkujących. Trochę jakbyś buty włożył na złe stopy.
  • Selfie w trakcie jazdy – telefon wytrzyma 0,3 sekundy, Ty może odrobinę dłużej.
  • Sprawdzanie, czy można zeskoczyć z wyskoczni… bez planu na lądowanie.
  • Pominięcie sprawdzenia ciśnienia w oponach i dokręcenia wiązań – nuda, dopóki coś nie odpadnie w połowie zjazdu.

Pamiętaj: każdy kiedyś zaliczył glebę na oczach całej ekipy. Ważne, żeby umieć się z tego śmiać. I wstać szybciej, niż ktoś wyciągnie telefon.

Mountainboard – adrenalina i bezpieczeństwo

Jasne, mountainboard to sport z dreszczykiem – mówimy o dużych prędkościach i twardym podłożu, więc upadki bolą bardziej niż na trawniku za blokiem. Dlatego cała filozofia bezpieczeństwa sprowadza się do jednego: ochrona ciała i głowa na karku. Eksperci i organizacje sportowe podkreślają, że kask, ochraniacze na kolana, łokcie i nadgarstki to nie sugestia, tylko standard, który ma łagodzić skutki zderzeń przy dużej prędkości.

Jak zminimalizować ryzyko kontuzji? Rozgrzewka, komplet ochraniaczy i zdrowy rozsądek przy doborze trasy. Zaczynaj od łagodnych stoków, opanuj hamowanie, zanim wejdziesz na coś stromego, i nie próbuj trików, na które nie jesteś gotowy. Im więcej jeździsz, tym lepiej czujesz deską podłoże – a dobre wyczucie to najlepsza poduszka bezpieczeństwa, jaką masz.

Co zyskujesz w zamian? Jazda na mountainboardzie to porządne cardio oraz trening nóg, brzucha i koncentracji. Ciągłe balansowanie angażuje mięśnie stabilizujące i poprawia równowagę, a same zjazdy podnoszą tętno nie gorzej niż siłownia – tyle że z widokiem i frajdą, o której marzyłeś od czasów, gdy pierwszy raz zjechałeś na byle czym z górki pod blokiem.

Czy to sport dla Ciebie?

Myślisz: „To pewnie dla dzieciaków albo zawodowców”. Guzik prawda. Mountainboard wziął się z potrzeby dorosłych snowboardzistów i surferów, którym brakowało adrenaliny poza sezonem – i do dziś jeżdżą nim zarówno nastolatki, jak i faceci grubo po czterdziestce. Liczy się chęć spróbowania i gotowość na kilka upadków po drodze. Reszta przyjdzie z czasem.

  • Plusy: mega frajda, szybka nauka podstaw, świetne cardio, kontakt z naturą, zero nudy.
  • Minusy: siniaki, zakwasy i realna potrzeba kompletu ochraniaczy, jeśli chcesz jeździć długo i zdrowo.

Nie masz znajomych w tym sporcie? W sieci znajdziesz całą społeczność – grupy w mediach społecznościowych, fora i lokalne eventy zrzeszają ludzi, którzy chętnie podpowiedzą sprzęt, miejscówkę i pierwsze kroki. Nikt nie patrzy krzywo na początkujących; wręcz przeciwnie – im śmieszniejsze początki, tym lepsza integracja. Złap deskę, kask i dobry humor, a reszta sama się potoczy. Dosłownie.

Share this article
Shareable URL
Prev Post

Afganistan: skały, pot i wolność

Next Post

Garnitur szyty na miarę

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Read next