W pigułce: Rankingi „który naród uprawia najwięcej seksu” powstają z ankiet, które nigdy nie miały służyć do porównywania krajów. Sprawdzamy, co faktycznie mierzył Durex Global Sex Survey, co pokazują poważne badania Natsal i HBSC, jak wypada Polska w danych Izdebskiego i dlaczego większość takich zestawień rozpada się przy pierwszym pytaniu o metodologię.
- Durex Global Sex Survey istniał naprawdę, ale edycja z 2005 roku (ok. 317 tys. ankiet z 41 krajów) zbierała odpowiedzi przez stronę marki — od ochotników, nie z losowej próby.
- Brytyjskie Natsal-3 (15 162 osoby, próba probabilistyczna, 2010–2012) pokazało realny spadek częstotliwości seksu: 29 procent badanych nie współżyło w ostatnim miesiącu.
- HBSC 2021/2022 (ponad 242 tys. piętnastolatków, 42 kraje): inicjację ma za sobą 20 procent chłopców i 15 procent dziewcząt, a największe różnice dotyczą używania kondomów.
- W Holandii edukacja seksualna jest obowiązkowa od 2012 roku i wpisana w cele kształcenia; liczba dzieci nastoletnich matek spadła tam z ponad 2500 w 2010 do 1194 w 2020.
- „Seksualność Polaków 2017” Izdebskiego: 42 procent zadowolonych z życia seksualnego, wiek inicjacji przesunął się od 1997 roku o kilka miesięcy, nie o lata.
- Cztery pułapki porównań: deklaratywność, różne definicje seksu, nieporównywalne próby i różny społeczny koszt szczerości.
Co kilka lat wraca ten sam nagłówek: „Naród X uprawia najwięcej seksu na świecie”. Potem idzie tabelka, w której twój kraj wypada gorzej niż Grecja, i komentarz, że to przez klimat albo temperament. Problem w tym, że większość takich rankingów powstaje z danych, które nigdy nie miały służyć do porównywania narodów. Dobra wiadomość jest taka, że porządne międzynarodowe badania seksualności istnieją — tylko mówią coś zupełnie innego, niż sugerują nagłówki.
Dwa światy danych o seksie
Publikacje o seksualności dzielą się na dwie kategorie, które w mediach traktuje się identycznie, a metodologicznie dzieli je przepaść. Pierwsza to ankiety marketingowe: duże, medialne, zbierane online, często przez firmę, która ma coś do sprzedania. Druga to krajowe badania probabilistyczne — ankieter puka do losowo wybranego mieszkania, próba jest ważona do struktury populacji, a wyniki lądują w recenzowanych czasopismach.
Pierwsze dają barwne rankingi. Drugie dają trendy. Tylko te drugie mówią cokolwiek wiarygodnego o tym, jak faktycznie żyją ludzie.
Durex Global Sex Survey: co ta ankieta naprawdę mierzyła
Durex Global Sex Survey to badanie, które faktycznie istniało i przez lata było najczęściej cytowanym źródłem „międzynarodowych porównań seksu”. Warto jednak zobaczyć, jak było zbudowane. Edycja z 2005 roku objęła około 317 tysięcy ankiet z 41 krajów, a kwestionariusze zbierano przez stronę internetową marki. To z niej pochodzi najsłynniejsza liczba w całej historii tego gatunku: Grecy mieli deklarować 138 zbliżeń rocznie przy średniej globalnej 103, przed Chorwacją (134).
Teraz część, która nigdy nie trafiała do nagłówków. Respondentów nikt nie losował — to byli ludzie, którzy sami weszli na stronę producenta prezerwatyw i sami zdecydowali się wypełnić ankietę o własnym życiu seksualnym. W 2005 roku dostęp do internetu i skłonność do wypełniania takich formularzy wyglądały drastycznie inaczej w Szwecji, Brazylii i Nigerii. Efekt: każdy „kraj” w tej tabeli to inna, inaczej zniekształcona grupa ochotników. Porównywanie ich ze sobą jest jak porównywanie średniego wzrostu widzów meczu koszykówki ze średnim wzrostem widzów wyścigów konnych i wyciąganie wniosków o dwóch narodach.
Późniejsze edycje były robione staranniej — ta z 2016 roku objęła około 26 tysięcy osób w wieku 16+ w 26 krajach i skupiała się na dobrostanie seksualnym, a nie na liczeniu zbliżeń. To już badanie na panelu, bliżej standardów rynkowych. Ale nawet ono nie było projektowane tak, żeby ustawiać kraje w kolejności.
Jak wygląda badanie, któremu można zaufać
Wzorcem w tej dziedzinie jest brytyjskie Natsal — National Survey of Sexual Attitudes and Lifestyles. Trzecia fala, realizowana w latach 2010–2012, objęła 15 162 osoby w wieku 16–74 lata, wylosowane z adresów w całej Brytanii. Odsetek odpowiedzi wyniósł około 58 procent, a dane ważono według wieku, płci i regionu.
I tu robi się ciekawie, bo Natsal powtarzano tą samą metodą przez dwie dekady, więc widać zmianę w czasie. Mediana liczby zbliżeń w ostatnim miesiącu spadła z czterech w dwóch pierwszych falach do trzech w trzeciej. Odsetek osób, które w ostatnim miesiącu nie uprawiały seksu w ogóle, wzrósł do 29,2 procent wśród mężczyzn i 29,3 procent wśród kobiet. Udział deklarujących dziesięć zbliżeń lub więcej spadł do 14,4 procent u mężczyzn i 13,2 procent u kobiet.
To jest realny, mocny wynik — Brytyjczycy uprawiają mniej seksu niż piętnaście lat wcześniej. I zauważ, że nie ma w nim ani słowa o żadnym rankingu narodów. Wartość Natsal bierze się z tego, że porównuje ten sam kraj z samym sobą, tym samym narzędziem.
Wiek inicjacji: porównanie, które faktycznie trzyma się kupy
Jest jeden obszar, w którym międzynarodowe porównania są solidne, bo wszędzie zadaje się to samo pytanie, tej samej grupie wiekowej, w tym samym roku. To badanie HBSC (Health Behaviour in School-aged Children), prowadzone we współpracy ze Światową Organizacją Zdrowia. Raport oparty na fali 2021/2022 objął ponad 242 tysiące piętnastolatków w 42 krajach i regionach Europy, Azji Centralnej i Kanady.
Wyniki są mniej sensacyjne, niż można by oczekiwać. W wieku 15 lat inicjację seksualną miało za sobą 20 procent chłopców i 15 procent dziewcząt. Odsetek ten jest stabilny od 2014 roku, a u chłopców nawet nieco spadł w porównaniu z falą z 2018 roku. Żadnej lawiny.
Największe różnice między krajami dotyczą nie tego, ile nastolatków współżyje, tylko czy robią to bezpiecznie. Kondomu podczas ostatniego zbliżenia użyło 61 procent chłopców i 57 procent dziewcząt, ale rozrzut jest ogromny: wśród dziewcząt od 24 procent w Albanii do 81 procent w Serbii, wśród chłopców od 43 procent w Szwecji do 77 procent w Szwajcarii. To jest prawdziwa mapa różnic — i dotyczy wiedzy oraz dostępu, nie temperamentu.
Edukacja seksualna: Holandia jako przypadek testowy
Holandia jest w tych dyskusjach przywoływana stale, zwykle w formie karykatury. Fakty są prozaiczne. Od 2012 roku edukacja seksualna jest tam obowiązkowa w szkołach podstawowych, w niższych klasach szkół średnich i w szkolnictwie specjalnym — wpisano ją do celów kształcenia numer 38 i 43. Ministerstwo edukacji uzasadniało to wprost: chodziło o ograniczenie przemocy seksualnej i wrogości wobec osób homoseksualnych oraz o budowanie odporności i szacunku w relacjach.
Najbardziej znany program, „Lang leve de liefde” (Niech żyje miłość), opracowany przez organizacje Soa Aids Nederland i Rutgers, obejmuje tematy takie jak dojrzewanie, zakochanie, związki, homoseksualność, stawianie granic i asertywność, internet i uwodzenie dzieci w sieci, pierwszy raz, problemy z seksem oraz to, gdzie szukać pomocy. To nie jest kurs techniki. To w dużej mierze kurs komunikacji i granic.
Efekty? Holandia od lat ma jedne z najniższych w Europie wskaźników ciąż nastolatek. Liczba dzieci urodzonych przez nastoletnie matki spadła tam z ponad 2500 w 2010 roku do 1194 w 2020. Warto jednak zachować uczciwość: to korelacja na poziomie kraju, nie dowód przyczynowy. Systemowa edukacja idzie w Holandii w parze z łatwym dostępem do antykoncepcji, do lekarza i z normami społecznymi, które pozwalają rozmawiać z nastolatkiem bez paniki. Rozdzielić tych czynników się nie da — ale kierunek jest zgodny z tym, co pokazują przeglądy badań nad edukacją seksualną.
Kontrast z krajami konserwatywnymi też nie polega na tym, że „tam ludzie mają mniej seksu”. Polega na tym, że mają go z mniejszą wiedzą i mniejszym dostępem do ochrony — i to widać właśnie w danych HBSC o kondomach.
Polska na tle świata
Polskie dane mamy dzięki serii badań prof. Zbigniewa Izdebskiego. Piąta edycja, „Seksualność Polaków 2017”, była realizowana od grudnia 2016 do stycznia 2017 na ogólnopolskiej reprezentatywnej próbie 2,5 tysiąca osób w wieku 18 lat i więcej. To już standard zbliżony do Natsal, a nie ankieta z internetu.
- Ze swojego życia seksualnego zadowolonych było 42 procent Polaków; dla 40 procent seks odgrywał istotną lub bardzo istotną rolę.
- Seks w ciągu ostatniego roku deklarowało 76 procent osób w wieku 18–49 lat — o 3 punkty procentowe mniej niż w edycji z 2011 roku.
- Zadowolenie mocno zależało od wieku: 53 procent w grupie 18–29 lat, 70 procent w grupie 30–49 lat i tylko 36 procent wśród osób po pięćdziesiątce.
- Deklarowana długość samego zbliżenia — 13–15 minut — nie zmieniła się od 2005 roku, ale gra wstępna skróciła się z około 20 do około 15 minut.
Wiek inicjacji w Polsce zmienia się znacznie wolniej, niż sugeruje publicystyka. W 1997 roku wynosił średnio 18,4 roku u mężczyzn i 19,3 u kobiet. W 2011 roku — 18,1 i 18,7. Dwadzieścia lat zmian społecznych, internetu i migracji przesunęło tę granicę o kilka miesięcy, nie o lata. Polska nie jest ani wyjątkowo wstrzemięźliwa, ani wyjątkowo rozwiązła. Jest nudno przeciętna — i to jest wynik, nie brak wyniku.
Cztery pułapki, przez które takie rankingi się rozpadają
- Wszystko jest deklaracją. Nikt nikogo nie obserwuje — ludzie odtwarzają z pamięci i opowiadają o sobie. W praktycznie każdym dużym badaniu mężczyźni deklarują więcej partnerek niż kobiety partnerów, co w zamkniętej populacji jest arytmetycznie niemożliwe. Wiadomo więc na pewno, że przynajmniej jedna strona systematycznie zaokrągla.
- „Seks” to nie jest jedno pojęcie. Różne ankiety definiują je różnie, a respondenci w różnych kulturach rozumieją pytanie inaczej. Bez identycznego brzmienia pytania porównanie liczb jest pozorne.
- Próby są nieporównywalne. Samorekrutacja przez stronę internetową i wizyta ankietera pod losowym adresem to dwa zupełnie różne narzędzia. Zestawianie ich wyników w jednej tabeli nie ma sensu, choć wygląda porządnie.
- Szczerość ma różną cenę. Tam, gdzie seks pozamałżeński jest tabu lub wręcz karalny, zaniżanie deklaracji jest racjonalną strategią. Ranking mierzy wtedy swobodę mówienia o seksie, a nie to, co ludzie robią.
Wniosek jest mniej efektowny niż tabelka, ale bardziej użyteczny: dane międzynarodowe świetnie pokazują, gdzie młodzi ludzie mają dostęp do wiedzy i ochrony, a gdzie nie. Fatalnie natomiast służą do układania narodów w kolejności od najbardziej do najmniej namiętnego. Kiedy następnym razem zobaczysz taki ranking, sprawdź jedną rzecz — jak dobierano respondentów. To zwykle wystarczy, żeby zamknąć temat.




