Żywność modyfikowana genetycznie: co mówi nauka, a co jest mitem

Piękne czerwone pomidory zwalczające raka, soczyście zielona sałata lecząca serce, wieprzowina bogata w dobroczynne kwasy omega-3. Czy żywność genetycznie modyfikowana nas zabije, czy przedłuży nam życie? Przeczytaj raport MH na temat GMO.
10945

W pigułce: GMO to jeden z najgorzej opisywanych tematów w polskich mediach, bo dezinformacja płynie z obu stron sporu. Sprawdzamy, co o bezpieczeństwie żywności modyfikowanej mówią WHO, EFSA i National Academies of Sciences, a które zastrzeżenia wobec tej technologii są uzasadnione.

  • WHO stwierdza, że żywność GM dostępna na rynku międzynarodowym przeszła ocenę bezpieczeństwa i nie jest prawdopodobne, by stwarzała ryzyko dla zdrowia człowieka.
  • Raport National Academies of Sciences z 2016 roku nie znalazł potwierdzonych dowodów, że żywność z upraw modyfikowanych genetycznie jest mniej bezpieczna od żywności z upraw konwencjonalnych.
  • Najgłośniejsze badanie o guzach u szczurów karmionych kukurydzą GM (Séralini 2012) zostało wycofane przez czasopismo w 2014 roku.
  • Realne problemy leżą gdzie indziej: odporność szkodników i chwastów, uzależnienie od jednego herbicydu oraz patenty na nasiona.
  • W UE uprawia się tylko jedną roślinę GM (kukurydzę MON810, głównie w Hiszpanii, na paszę); reszta to import.
  • Mięso, mleko i jaja od zwierząt karmionych paszą GM nie muszą być w UE oznaczane jako produkty związane z GMO.

O żywności modyfikowanej genetycznie trudno przeczytać cokolwiek wyważonego. Jedna strona sporu mówi o truciźnie i eksperymencie na ludzkości, druga zbywa każde zastrzeżenie wzruszeniem ramion. Tymczasem rozdzielenie dwóch pytań — czy ta żywność jest bezpieczna do jedzenia oraz czy technologia jest wykorzystywana rozsądnie — porządkuje cały temat. Odpowiedzi są różne.

Czym właściwie jest modyfikacja genetyczna

Zmienianie genomu roślin uprawnych trwa od tysięcy lat. Różnica między metodami sprowadza się do tego, jak precyzyjnie i jak świadomie się to robi.

  • Hodowla klasyczna — krzyżowanie odmian i wybieranie potomstwa o pożądanych cechach. Przy każdym krzyżowaniu miesza się dziesiątki tysięcy genów naraz, a hodowca nie wie, które konkretnie.
  • Mutageneza — nasiona traktuje się promieniowaniem lub substancjami chemicznymi, żeby wywołać losowe mutacje, a potem szuka się wśród tysięcy roślin tej jednej udanej. Metoda stosowana w hodowli od dziesięcioleci; powstało tak wiele zwyczajnych, sprzedawanych bez żadnych oznaczeń odmian zbóż i owoców.
  • Transgeneza — wstawienie do genomu jednego, znanego genu o znanej funkcji, często pochodzącego z innego gatunku. To jest właśnie klasyczne GMO.
  • Edycja genów — najnowsza generacja technik, które pozwalają zmienić konkretne miejsce w genomie rośliny bez dokładania obcego DNA.

Paradoks polega na tym, że najbardziej chaotyczna z tych metod, czyli mutageneza, przez lata nie budziła w Europie żadnych emocji, a najbardziej precyzyjna trafiła pod najostrzejszy reżim prawny. Trybunał Sprawiedliwości UE w wyroku z 25 lipca 2018 r. (sprawa C-528/16) uznał, że organizmy uzyskane w drodze mutagenezy również są GMO w rozumieniu dyrektywy 2001/18/WE i co do zasady podlegają jej obowiązkom. Wyłączone zostały tylko techniki mutagenezy stosowane od dawna i mające, jak ujął to Trybunał, długą historię bezpiecznego stosowania.

Bezpieczeństwo dla zdrowia: co mówią instytucje naukowe

Tu stanowiska są zaskakująco zgodne. Światowa Organizacja Zdrowia stwierdza wprost, że żywność GM dostępna obecnie na rynku międzynarodowym przeszła ocenę bezpieczeństwa i nie jest prawdopodobne, by stwarzała ryzyko dla zdrowia człowieka. WHO dodaje, że w odniesieniu do produktów obecnych na rynku nie stwierdzono efektów alergicznych.

Najobszerniejszy przegląd literatury wykonały amerykańskie National Academies of Sciences, Engineering, and Medicine w raporcie z 2016 roku. Komitet nie znalazł potwierdzonych dowodów na to, że żywność z upraw modyfikowanych genetycznie jest mniej bezpieczna niż żywność z upraw konwencjonalnych. Autorzy zwrócili uwagę na ciekawy zbiór danych: długoterminowe dane o zdrowiu zwierząt hodowlanych sprzed wprowadzenia pasz z roślin GM i po nim nie pokazały efektów niepożądanych związanych z tą zmianą.

Zobacz:  Nie daj się katarowi

W Unii Europejskiej każdy produkt GM przechodzi ocenę Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności, zanim trafi na rynek. EFSA sprawdza cztery obszary:

  • charakterystykę molekularną, czyli co dokładnie wstawiono i w którym miejscu genomu;
  • analizę porównawczą z konwencjonalnym odpowiednikiem, obejmującą wygląd, cechy agronomiczne i wartość odżywczą;
  • potencjalną toksyczność i alergenność, w tym 90-dniowe badania żywieniowe na gryzoniach;
  • wpływ na środowisko.

Zezwolenie wydawane jest zwykle na dziesięć lat i przed przedłużeniem wymaga ponownej oceny. Osobna kwestia to geny oporności na antybiotyki, używane dawniej jako markery selekcyjne. Nie udokumentowano przypadku, w którym doprowadziłyby do problemu klinicznego, ale WHO z ostrożności zachęca do stosowania technik transferu genów, które ich nie wykorzystują.

Skąd biorą się mity zdrowotne

Fotografie szczurów z ogromnymi guzami, które w 2012 roku obiegły świat, pochodziły z pracy zespołu Gillesa-Érica Séraliniego o rzekomej długoterminowej toksyczności kukurydzy tolerancyjnej na Roundup. Czasopismo Food and Chemical Toxicology wycofało tę pracę w 2014 roku. Zdjęcia krążą w sieci do dziś, nota o wycofaniu już nie.

Drugi popularny argument brzmi: brakuje badań długoterminowych na ludziach. Formalnie jest w tym ziarno prawdy, tylko że taki sam zarzut da się postawić praktycznie każdej odmianie pszenicy, jabłka czy pomidora wprowadzonej w ostatnim stuleciu. Żadna z nich nie przeszła wieloletnich badań klinicznych, bo ocena bezpieczeństwa żywności opiera się na porównaniu składu z odpowiednikiem, badaniach toksykologicznych i monitorowaniu rynku. Rośliny GM są pod tym względem sprawdzane znacznie dokładniej niż cokolwiek innego na półce.

Warto przy tym zapamiętać ostrzeżenie samych autorów raportu National Academies: kategoryczne, hurtowe twierdzenia o uprawach GM są problematyczne, bo pod jednym skrótem kryją się bardzo różne rośliny, cechy i konteksty rolnicze. Ta uwaga działa w obie strony i skutecznie rozbraja zarówno hasło o truciźnie, jak i hasło o cudownym rozwiązaniu głodu.

Kontrowersje, które są jak najbardziej realne

Poważne zastrzeżenia wobec GMO dotyczą rolnictwa i środowiska, a nie talerza. Meta-analiza Klümpera i Qaima opublikowana w 2014 roku w PLOS ONE podsumowała dane z całego świata: średnio wdrożenie roślin GM zmniejszyło zużycie chemicznych pestycydów o 37%, podniosło plony o 22%, a zyski rolników o 68%. To realny bilans, ale średnia zaciera ogromne różnice — najwięcej zyskiwały odmiany owadoodporne i gospodarstwa w krajach rozwijających się.

Druga strona bilansu jest równie konkretna. Raport National Academies opisuje, że w miejscach, gdzie nie przestrzegano strategii zarządzania odpornością, u części szkodników docelowych wyewoluowała odporność na szkodliwym poziomie. Powszechne stosowanie glifosatu przy odmianach tolerancyjnych na ten herbicyd doprowadziło do rozwoju odporności u chwastów, co autorzy raportu nazywają poważnym problemem agronomicznym. Innymi słowy: technologia działa, dopóki nie stosuje się jej bezmyślnie na całym areale.

  • narastająca odporność szkodników i chwastów przy monotonnym stosowaniu jednej cechy;
  • uzależnienie całych regionów od jednego herbicydu;
  • monokultury i zawężanie bazy genetycznej upraw, co zwiększa podatność na nową chorobę;
  • przepływ genów do odmian konwencjonalnych i dzikich krewnych roślin uprawnych.
Zobacz:  Podrobiony Ozempic i peptydy z sieci — dlaczego nie warto ryzykować

Kto jest właścicielem nasiona

Najbardziej niedoceniany wątek całego sporu ma charakter ekonomiczny. W 2013 roku amerykański Sąd Najwyższy jednomyślnie orzekł w sprawie Bowman przeciwko Monsanto, że wyczerpanie patentu nie pozwala rolnikowi rozmnażać opatentowanych nasion przez wysiew i zbiór bez zgody właściciela patentu. Rolnik kupuje więc materiał siewny co sezon, zamiast odkładać część zbioru na przyszły rok.

To jest prawdziwa oś konfliktu w wielu krajach: koncentracja rynku nasion w rękach kilku koncernów i pozycja negocjacyjna gospodarstw. Sprawa nie ma jednak żadnego związku z toksykologią, a mieszanie tych dwóch porządków szkodzi obu dyskusjom. Można uważać model patentowy w rolnictwie za szkodliwy i jednocześnie przyjmować do wiadomości, że jedzenie takiej kukurydzy nie zwiększa ryzyka choroby.

Co to oznacza w polskim sklepie

Skala upraw GM w Unii Europejskiej jest znikoma. Według EFSA jedyną rośliną GM uprawianą obecnie w UE jest owadoodporna kukurydza MON810, siana głównie w Hiszpanii i w niewielkim stopniu w kilku innych państwach, z przeznaczeniem na paszę. Państwa członkowskie mają prawo zakazać lub ograniczyć uprawę GMO na swoim terytorium. Reszta obecności GMO w europejskim łańcuchu żywnościowym to import, głównie soi na paszę.

Znakowanie reguluje rozporządzenie (WE) nr 1829/2003. Obowiązek oznaczenia nie powstaje, jeśli zawartość materiału GM nie przekracza 0,9% danego składnika rozpatrywanego osobno, a jej obecność jest przypadkowa lub technicznie nieunikniona. Kluczowy szczegół, o którym mało kto wie: produkty uzyskane od zwierząt karmionych paszą modyfikowaną genetycznie, czyli mięso, mleko i jaja, są z obowiązku znakowania wyłączone wprost w motywie 16 tego rozporządzenia. Etykieta bez wzmianki o GMO nie oznacza więc, że w łańcuchu produkcji nie było roślin GM.

Osobna sprawa to popularne oznaczenie „wolne od GMO”. W Polsce reguluje je ustawa z 13 czerwca 2019 r. o oznakowaniu produktów wytworzonych bez wykorzystania organizmów genetycznie zmodyfikowanych, która weszła w życie 1 stycznia 2020 r. Jest to znakowanie dobrowolne, informujące o sposobie produkcji, a nie ostrzeżenie zdrowotne.

Praktyczny wniosek dla kogoś, kto pilnuje diety, jest mniej efektowny niż nagłówki. Wybór między produktem z GMO a bez GMO nie należy do decyzji, które realnie zmieniają zdrowie, i nie warto poświęcać mu uwagi kosztem rzeczy, które zmieniają je mierzalnie: ilości warzyw, białka, przetworzenia jedzenia i wielkości porcji. Jeśli natomiast unikanie GMO ma dla kogoś podłoże etyczne albo środowiskowe, to jest to całkowicie zrozumiały wybór konsumencki — tylko warto go nazywać po imieniu, zamiast szukać dla niego uzasadnienia w toksykologii, której tam nie ma.

Źródła:

Zobacz:  Co boli w mięśniach?
Share this article
Shareable URL
Prev Post

Zdrowy jak Polak? Co naprawdę mówią dane o zdrowiu mężczyzn

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Read next