Taternictwo jaskiniowe od podstaw: sprzęt, ryzyka i pierwszy krok pod ziemię

Co odróżnia turystów jaskiniowych od grotołazów? Ci pierwsi poruszają się na dwóch nogach, chodząc oświetlonymi szlakami. Grotołazi włażą tam, gdzie trzeba się czołgać, czasami w wodzie i błocie, nosem trąc o skałę. Zapuszczają się tam, gdzie nie sięga wzrok, ale sięga strach jaskiniowego turysty.
11424

W pigułce: Grotołazostwo to nie zwiedzanie jaskini z przewodnikiem, tylko sport, w którym sam odpowiadasz za światło, asekurację i drogę powrotną. Sprawdzamy, czego naprawdę wymaga od ciała i głowy oraz jak wejść w niego bezpiecznie, przez klub i kurs.

  • Jaskinia udostępniona turystycznie (np. Mroźna w TPN) i jaskinia niezagospodarowana to dwa zupełnie różne poziomy ryzyka.
  • Największe realne zagrożenia to wychłodzenie, zaklinowanie w zacisku, brak łączności i gwałtowny przybór wody po opadach.
  • Obowiązkowe minimum sprzętowe: kask, trzy niezależne źródła światła, odzież syntetyczna i osprzęt do technik linowych dobrany na kursie.
  • Liczy się siła relatywna, mocny chwyt, mobilność bioder i baza tlenowa na wiele godzin pracy, a nie masa mięśniowa.
  • Wejście w sport prowadzi przez klub: do PZA należy blisko 30 klubów jaskiniowych, kurs podstawowy ukończyło już około 2300 osób.
  • Zasady bez wyjątków: nigdy w pojedynkę, plan wyjścia zostawiony na powierzchni, ustalony punkt zawracania.

Pierwszy stopień do piekła — tak o zejściu w otwór jaskini mówią czasem sami grotołazi, w połowie żartem. Żart kończy się mniej więcej w miejscu, w którym gaśnie ostatnia smuga światła dziennego i zostajesz z tym, co masz na sobie i w worku transportowym. Pod ziemią nie ma zasięgu, nie ma pogody do przeczekania i nie ma nikogo, kto by cię zawrócił. Dlatego taternictwo jaskiniowe jest jednym z niewielu sportów, w których droga „na skróty” praktycznie nie istnieje: albo przechodzisz przez klub i kurs, albo zostajesz na powierzchni.

Turystyka jaskiniowa a taternictwo jaskiniowe — to dwa różne światy

Większość ludzi, która mówi „byłem w jaskini”, była w jaskini udostępnionej turystycznie. To obiekt przygotowany do zwiedzania: wytyczona trasa, zabezpieczone przejścia, przewodnik, bilet. W Tatrzańskim Parku Narodowym w ten sposób udostępniona jest między innymi Jaskinia Mroźna, na którą kupuje się wejściówkę. Wchodzisz, przechodzisz trasę, wychodzisz. Ryzyko jest zbliżone do spaceru po szlaku.

Taternictwo jaskiniowe zaczyna się tam, gdzie kończy się infrastruktura. Poruszasz się po jaskini niezagospodarowanej: bez oznaczeń, bez oświetlenia, bez wytyczonej trasy. Światło masz własne. Asekurację zakładasz sam. Studnie pokonujesz na linie, techniką linową, którą trzeba wcześniej opanować na powierzchni. I — co najważniejsze — sam odpowiadasz za to, żeby wyjść tą samą drogą, tylko już zmęczony, mokry i wychłodzony.

Skala zjawiska w Polsce bywa zaskakująca. Państwowy Instytut Geologiczny prowadzi bazę „Jaskinie Polski”, która obejmuje osiem regionów jaskiniowych: Tatry, Karpaty, Wyżynę Śląsko-Krakowską, Sudety, Góry Świętokrzyskie, Pieniny, Nieckę Nidziańską i Niż Polski. Jaskinie mamy więc nie tylko pod Zakopanem. Formalnie sport organizuje Polski Związek Alpinizmu przez Komisję Taternictwa Jaskiniowego, która nadzoruje szkolenia i reprezentuje środowisko grotołazów.

Zobacz:  Wakeboard od zera: jak zacząć, na czym jeździć i czego się spodziewać

Realne ryzyka, a nie te z filmów

Wyobrażenia o jaskiniach żywią się horrorami. Rzeczywistość jest bardziej prozaiczna i przez to groźniejsza, bo zagrożenia narastają powoli i po cichu.

  • Wychłodzenie. Temperatura w głębi jaskini jest stała przez cały rok i bliska średniej rocznej temperaturze powietrza w danym rejonie, czyli w polskich warunkach niska. Do tego dochodzi wilgotność sięgająca stu procent i częsty kontakt z wodą. Mokra odzież plus bezruch — bo ktoś zakłada poręczówkę, a ty czekasz w studni — to klasyczny mechanizm hipotermii. Nie potrzeba do niej mrozu.
  • Zaklinowanie w ciasnym przejściu. Wąskie zaciski pokonuje się w określonej pozycji i często na wydechu. Wejście w szczelinę „na siłę” albo pod złym kątem kończy się tym, że nie da się cofnąć, bo klatka piersiowa pracuje inaczej niż przy wchodzeniu. To sytuacja, w której o wszystkim decyduje wcześniejsze przeszkolenie i obecność partnera.
  • Brak łączności. Telefon pod ziemią jest bezużyteczny jako środek wzywania pomocy. Jedyną nicią łączącą cię ze światem jest informacja zostawiona na powierzchni: gdzie wchodzisz, z kim i o której godzinie ktoś ma zacząć się niepokoić.
  • Woda i pogoda na powierzchni. Jaskinia jest systemem odwadniającym. Intensywne opady lub gwałtowne roztopy potrafią w krótkim czasie podnieść poziom wody w korytarzach i odciąć drogę powrotu, nawet jeśli w chwili wejścia było zupełnie sucho.
  • Awaria oświetlenia. Ciemność w jaskini jest absolutna — oko nie adaptuje się do niej, bo nie ma do czego. Utrata jedynego źródła światła zamienia rutynowe wyjście w sytuację ratunkową.

Warto też wiedzieć, jak wygląda pomoc. W Tatrach działa TOPR z numerami alarmowymi 985, 112 oraz +48 601 100 300. Ratownictwo górskie w Polsce jest bezpłatne, więc wahanie „czy to już wypada dzwonić” nie ma żadnego uzasadnienia finansowego. Ma za to koszt liczony w godzinach: akcja ratownicza pod ziemią jest wielokrotnie dłuższa i trudniejsza niż na powierzchni.

Sprzęt: co naprawdę jest niezbędne

Dobra wiadomość dla zaczynających: na starcie nie kupujesz wszystkiego. Kluby dysponują sprzętem zbiorowym — linami, osprzętem do poręczowania, workami transportowymi — i udostępniają go kursantom. Twoim zadaniem jest skompletować wyposażenie osobiste i nauczyć się je obsługiwać z zamkniętymi oczami, bo pod ziemią często dokładnie tak to wygląda.

  • Kask z mocowaniem czołówki. Podstawa. Uderzenia głową o strop przy poruszaniu się w pochyleniu są regułą, nie wyjątkiem.
  • Trzy niezależne źródła światła. Główna czołówka plus dwa zapasowe, każde z własnym zasilaniem i zapasem baterii lub akumulatorów.
  • Kombinezon jaskiniowy i bielizna termoaktywna. Materiały syntetyczne, które grzeją mokre. Bawełna pod ziemią działa jak chłodnica.
  • Rękawice i buty z agresywną podeszwą. Chwyt na mokrym wapieniu i ochrona dłoni przy czołganiu.
  • Uprząż i osprzęt do technik linowych. Przyrząd zjazdowy, przyrządy do wychodzenia po linie, lonże, karabinki. To wyposażenie, którego nie dobiera się samodzielnie z internetu — konfigurację ustala się na kursie.
  • Worek transportowy. Wszystko, co niesiesz, musi przejść przez zacisk razem z tobą.
  • Zestaw awaryjny. Folia ratunkowa lub dodatkowa warstwa ocieplająca, apteczka, kaloryczne jedzenie, woda. Przy wychłodzeniu ciepły napój i kalorie robią więcej niż dobre chęci.
Zobacz:  Downhill rowerowy: sprzęt, ochrona i pierwszy sezon na trasie

Jakiej kondycji to wymaga

Grotołazostwo nie nagradza sylwetki z siłowni. Nagradza siłę relatywną, czyli stosunek siły do masy ciała, oraz wytrzymałość w niskiej intensywności rozciągniętej na wiele godzin. Wyjście po linie na przyrządach to w praktyce seria powtórzeń z własnym ciężarem powiększonym o sprzęt, wykonywana wtedy, gdy jesteś już zmęczony i wychłodzony. Do tego dochodzi przemieszczanie się w pozycjach, których w normalnym życiu nie przyjmujesz: na czworakach, bokiem, w rozkroku nad szczeliną.

Trening przygotowawczy, który realnie się przekłada:

  1. Siła ciągnąca i chwyt. Podciąganie, wiosłowanie, zwisy na drążku, spacery farmera. Dłonie męczą się pod ziemią jako pierwsze.
  2. Mocny tułów. Deski, martwe robaki, wynoszenie ciężaru w niestabilnych pozycjach. Kręgosłup pracuje tu w zgięciu i rotacji pod obciążeniem.
  3. Nogi i wchodzenie pod górę. Przysiady, wykroki, wchodzenie na skrzynię z plecakiem. Dojście do otworu jaskini bywa trudniejsze niż sama jaskinia.
  4. Baza tlenowa. Kilka godzin marszu lub biegu w spokojnym tempie tygodniowo. Chodzi o zdolność pracy przez pół doby, a nie o rekord na pięć kilometrów.
  5. Mobilność bioder i obręczy barkowej. Zakres ruchu decyduje o tym, czy przejdziesz przez zacisk, czy się w nim zatrzymasz.

Osobna kwestia to głowa. Ciasnota, ciemność i świadomość, że najbliższe wyjście jest kilkaset metrów korytarza dalej, potrafią wywołać reakcję lękową u ludzi, którzy nigdy wcześniej nie mieli z nią problemu. Tego nie da się sprawdzić inaczej niż w terenie, pod okiem kogoś doświadczonego. Wycofanie się z jaskini jest decyzją neutralną, a nie porażką.

Jak zacząć: klub, kurs, karta

Droga wejścia w ten sport jest w Polsce zaskakująco prosta i prowadzi przez klub. Do Polskiego Związku Alpinizmu należy blisko trzydzieści klubów jaskiniowych, a kurs podstawowy taternictwa jaskiniowego organizuje niemal każdy z nich. Wśród najstarszych i najbardziej znanych są Speleoklub Warszawski, Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego, Sopocki Klub Taternictwa Jaskiniowego i Akademicki Klub Grotołazów. Od powstania PZA kurs podstawowy ukończyło około 2300 osób — to środowisko małe i dzięki temu bardzo dostępne.

Zobacz:  Wspinaczka skałkowa: gra z grawitacją

Formalnym wymogiem wejścia jest w zasadzie tylko pojawienie się na spotkaniu klubu. Kurs prowadzą licencjonowani instruktorzy PZA, a jego program obejmuje bezpieczne poruszanie się w górach i w jaskiniach, techniki linowe, wspinaczkę oraz podstawy ratownictwa. Zajęcia dzielą się na część teoretyczną, treningi na skałkach i wyjścia do jaskiń. Ukończenie kursu otwiera drogę do karty taternika jaskiniowego, którą zarządza Komisja Taternictwa Jaskiniowego.

Na tym szkolenie się nie kończy. Dla absolwentów kursu podstawowego prowadzone są centralne szkolenia doskonalące, obejmujące autoratownictwo i ratownictwo, techniki zjazdowe, poręczowanie jaskiń, kartowanie oraz zagadnienia lawinowe. Odbywają się zwykle w weekendy poszerzone o jeden lub dwa dni robocze, a warunkiem udziału jest posiadanie karty taternika jaskiniowego i opłacone członkostwo w klubie zrzeszonym w PZA.

Zasady, których nie negocjuje się nigdy

  • Nigdy w pojedynkę. Standardem jest zespół co najmniej trzyosobowy, żeby w razie wypadku jedna osoba mogła zostać z poszkodowanym, a druga ruszyć po pomoc.
  • Plan wyjścia zostawiony na powierzchni. Konkretna jaskinia, skład zespołu, planowana godzina wyjścia i godzina, o której należy zawiadomić ratowników.
  • Prognoza pogody sprawdzona przed wejściem. Także prognoza na kilkanaście godzin do przodu, nie tylko na moment startu.
  • Ustalony punkt zawracania. Godzina lub miejsce, po których zespół wraca niezależnie od tego, jak blisko celu się znajduje.
  • Poszanowanie jaskini. Nacieki rosną tysiące lat i niszczy je jedno dotknięcie, a zimujące nietoperze wybudzone z hibernacji często tego nie przeżywają. Wiele jaskiń leży na terenach chronionych, gdzie wejście wymaga zgody zarządcy terenu.

Jaskinia jest środowiskiem, które nie wybacza improwizacji, ale też nie wymaga nadludzkich predyspozycji. Wymaga przygotowania, cierpliwości i zespołu. Jeśli szukasz sportu, w którym liczy się kompetencja, a nie widowiskowość, pierwszy stopień do piekła prowadzi w miejsce zaskakująco uporządkowane — na zebranie klubu grotołazów.

Share this article
Shareable URL
Prev Post

Urlop pod siebie, a nie pod Instagram. Jak naprawdę odpocząć

Next Post

Wyrzucili go z Beatlesów tuż przed sławą. Historia Pete’a Besta

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Read next