Kim jesteś, gdy przestajesz być grubym facetem

16622

W pigułce: Leki GLP-1 potrafią zabrać ci kilkadziesiąt kilogramów szybciej, niż zdążysz przemeblować własną tożsamość. Ten esej jest o tym, co zostaje, gdy znika rola, którą grałeś latami — i dlaczego to bywa trudniejsze niż samo chudnięcie.

  • Bycie „tym grubym” to często pełnoprawna rola społeczna: żarty z siebie na wyprzedzenie, konkretne miejsce w grupie, ubrania i nawyki dopasowane do tej tożsamości
  • Ciało na lekach GLP-1 zmienia się szybciej, niż głowa nadąża przepisać scenariusz — odruchy starej roli zostają na długo po tym, jak znikną kilogramy
  • Zjawisko „nagle wszyscy są dla mnie mili” wywołuje nie tylko satysfakcję, ale też złość i żal — i to są uprawnione uczucia, nie niewdzięczność
  • Poczucie bycia oszustem w nowym ciele jest częste po dużej utracie wagi i zwykle mija wolniej niż waga
  • Badania jakościowe po dużej utracie wagi opisują zarówno wzrost pewności siebie, jak i utratę poczucia tożsamości oraz pogorszenie części relacji
  • Silne, długo utrzymujące się poczucie zagubienia tożsamości warto omówić z terapeutą — to praca nad tożsamością, nie oznaka słabości

O tym, co leki GLP-1 robią z głową, pisaliśmy już w tekście o tym, co dzieje się w głowie mężczyzny, gdy waga wreszcie spada — o huśtawce emocji, o lustrze, które nie nadąża za rzeczywistością, o niedowierzaniu. Ten esej zaczyna się tam, gdzie tamten tekst się kończy. Bo jest pytanie, które przychodzi później i siedzi głębiej niż niezadowolenie z odbicia w lustrze: kim właściwie jesteś, gdy przestajesz być grubym facetem?

To pytanie brzmi absurdalnie, dopóki cię nie dotyczy. Przecież schudnięcie to sukces, cel, powód do świętowania. Tyle że bycie „tym dużym” to dla wielu mężczyzn nie był stan przejściowy, z którego się wychodzi jak z przejściowego kontraktu. To była tożsamość. Budowana latami, dopracowana w szczegółach, wrośnięta w osobowość tak głęboko, że przestała być widoczna jako rola. I nagle, w tempie, jakiego wcześniejsze dekady diet nigdy nie oferowały, ta tożsamość zostaje wypowiedziana. Bez okresu wypowiedzenia.

Rola, w której byłeś obsadzony

Przypomnij sobie, jak to działało. Żart z własnego brzucha rzucałeś pierwszy — zanim zdążył go rzucić ktoś inny. To była tarcza doskonała: nikt nie strzela do celu, który sam siebie już trafił. W grupie znajomych miałeś przydzieloną pozycję: ten od grilla, ten, który dokończy, czego nikt nie zje, ten „miś”, przy którym każdy czuje się swobodnie, bo z definicji nie jesteś konkurencją. Bezpieczny, niegroźny, lubiany. Szafa też grała w tym przedstawieniu: ciemne kolory, luźne kroje, nic, co „opina”. Na basenie koszulka zostawała na grzbiecie albo basen w ogóle wypadał z kalendarza. Na zdjęciach grupowych — drugi rząd, najlepiej za czyimś ramieniem.

Zobacz:  Alkohol a sport, siwe włosy i rozpad związku

Pojedynczo to są drobiazgi. Razem — spójny system, który przez lata odpowiadał na pytanie „kim jestem” szybciej, niż zdążyłeś je zadać. Wielu mężczyzn opisuje to z perspektywy czasu podobnie: strategia obronna niepostrzeżenie stała się charakterem. Już nie grałeś zabawnego grubego faceta. Byłeś nim. A tożsamość, nawet niewygodna, ma jedną wielką zaletę: jest znana. Wiesz, czego się po sobie spodziewać i czego spodziewają się inni.

Ciało zmienia się szybciej niż głowa

I tu wchodzi farmakologia. Wcześniej duża utrata wagi była procesem na lata — z nawrotami, plateau, całą epopeją, w trakcie której psychika miała czas się adaptować. Leki inkretynowe skróciły ten proces radykalnie. Kilogramy znikają w tempie, które jeszcze dekadę temu wymagało operacji bariatrycznej. Ale tożsamość nie ma receptora GLP-1. Ona nie chudnie. Ona się przepisuje — powoli, opornie, po swojemu.

Stąd te dziwne momenty, o których mężczyźni po dużej utracie wagi opowiadają zaskakująco zgodnie. Wciąż wchodzisz bokiem między stoliki w restauracji, choć od dawna nie musisz. Sięgasz po XXL, a potem stoisz w przymierzalni skonfundowany, że wisi na tobie jak plandeka. Rzucasz żart o swoim brzuchu — i zapada niezręczna cisza, bo puenta odnosi się do brzucha, którego już nie ma. To jest pamięć roli: scenariusz grany tysiące razy nie znika dlatego, że zmieniły się dekoracje. Stary bohater wciąż zna swoje kwestie i wchodzi na scenę z przyzwyczajenia.

Nagle wszyscy są dla ciebie mili

A potem jest zjawisko, na które nikt cię nie przygotował. Obcy ludzie zaczynają się uśmiechać. Sprzedawczyni w sklepie nawiązuje pogawędkę. Na spotkaniu ktoś, kto latami patrzył przez ciebie na wylot, nagle pyta cię o zdanie i słucha odpowiedzi. Pierwsza reakcja jest oczywista: satysfakcja. Działa. Widać. Ale zaraz za nią, często ku własnemu zaskoczeniu, przychodzi druga: złość. Bo przecież to jest ten sam człowiek. Ten sam mózg, to samo poczucie humoru, ta sama historia. Zmieniło się opakowanie — i nagle zawartość zaczęła być traktowana poważnie.

„Gdzie to wszystko było wcześniej?” — to pytanie potrafi zepsuć niejeden moment triumfu. Bo nowa życzliwość świata jest jednocześnie dowodem w sprawie, której wolałbyś nie wygrywać: przez lata byłeś traktowany gorzej, i to nie było twoje wrażenie. Wielu mężczyzn opisuje ten moment jako rodzaj żałoby — po latach, w których zasługiwali na to samo traktowanie i go nie dostawali. To nie jest niewdzięczność ani szukanie dziury w całym. To uprawniona reakcja na niesprawiedliwość, którą dopiero kontrast pozwolił zobaczyć w pełnej ostrości.

Zobacz:  Kolano: staw do zadań specjalnych

Badania jakościowe prowadzone wśród osób po dużej utracie wagi po operacjach bariatrycznych — a więc w sytuacji psychologicznie bardzo zbliżonej do szybkiej redukcji na lekach — pokazują dokładnie tę dwuznaczność. W pracy opublikowanej w „BMC Obesity” pacjenci opisywali równolegle wzrost pewności siebie i utratę poczucia własnej tożsamości, a obok poprawy części relacji — także ich pogorszenie, z zazdrością otoczenia w tle. Innymi słowy: to, co czujesz, nie jest dziwactwem ani wyjątkiem. To dobrze udokumentowany krajobraz po bitwie.

Czy to naprawdę ja

Jest jeszcze jedna warstwa, o której mówi się najciszej: poczucie bycia oszustem. Komplementy przyjmujesz jak fałszywą monetę. Ktoś mówi „świetnie wyglądasz”, a w środku odzywa się cichy głos, że to przecież przebranie — że „prawdziwy ty” to tamten facet ze zdjęć, a ten nowy to kostium, który w każdej chwili może się rozpruć. U osób, które schudły dzięki lekom, dochodzi do tego dodatkowy kruczek: skoro „to lek zrobił robotę”, to czy ten sukces w ogóle jest twój? To trochę tak, jakby komuś odbierać zasługę za opanowane nadciśnienie, bo przecież „to tylko tabletki” — nikt rozsądny tak nie rozumuje, a jednak wobec wagi robimy to sobie sami.

Ten dysonans bywa męczący, bo działa w obie strony. Stare zdjęcia oglądasz jak fotografie kogoś obcego — a jednocześnie nowe odbicie w lustrze też nie do końca jest „twoje”. Przez jakiś czas mieszkasz pomiędzy dwiema wersjami siebie i żadna nie jest w pełni zamieszkana. Warto tu powiedzieć wprost: ten tekst to esej, obserwacja zjawiska, a nie porada psychologiczna. Jeśli poczucie zagubienia jest silne, utrzymuje się miesiącami, odbiera radość z sukcesu albo zaczyna ciążyć na relacjach — rozmowa z psychoterapeutą to najrozsądniejszy możliwy ruch. Praca nad tożsamością to praca jak każda inna, tylko narzędzia ma mniej oczywiste.

Kto zostaje, gdy tamten facet schodzi ze sceny

Najuczciwsza odpowiedź na tytułowe pytanie brzmi: zostaje ktoś, kogo dopiero poznasz. I to jest dobra wiadomość, choć na początku brzmi jak groźba. Pomocna bywa jedna zmiana perspektywy: przez lata twoja tożsamość opierała się na przymiotniku — „gruby”, „duży”, „ten wielki”. Przymiotnik można stracić w rok. Czasowników się tak łatwo nie traci: co robisz, czym się jarasz, jak traktujesz ludzi, na czym się znasz, komu pomagasz. Im szybciej środek ciężkości tożsamości przesunie się z tego, jaki jesteś, na to, co robisz — tym mniej boli utrata opakowania.

Zobacz:  Powstrzymaj siódme poty

Humor zostaje z tobą — po prostu nie musi już pracować jako ochroniarz. Żart, który kiedyś uprzedzał cios, może wrócić do swojej pierwotnej roboty: sprawiania, że ludziom jest z tobą dobrze. Rola w grupie się przemebluje i część znajomych będzie tego przemeblowania bronić, bo stary układ był dla nich wygodny. Niektóre relacje przetrwają, inne okażą się umową na czas określony, podpisaną z tamtym facetem, na tamtych warunkach. To bywa bolesne odkrycie, ale mówi więcej o tych relacjach niż o tobie.

I na koniec rzecz najważniejsza: gruby facet nie znika. Był tobą przez lata i zostawia ci spadek — empatię wobec ludzi, na których inni patrzą krzywo, refleks w rozbrajaniu napięć, twardą skórę, cierpliwość. Tego lek nie zabiera. Pytanie „kim jesteś, gdy przestajesz być grubym facetem” nie ma jednej odpowiedzi i nie musi jej mieć od razu. Kilogramy zeszły w rok. Masz pełne prawo odpowiadać sobie na to pytanie znacznie dłużej.

W dziale GLP-1 na mensfitness.pl:

Źródła:

  • Duża utrata wagi wiąże się równolegle ze wzrostem pewności siebie i utratą poczucia tożsamości oraz zmianami w relacjach (w tym zazdrością otoczenia) — Griauzde i wsp., BMC Obesity, 2018, PMID 30524743
Share this article
Shareable URL
Prev Post

Strach przed odstawieniem: jak rozmawiać z lekarzem o planie długoterminowym

Next Post

Po odstawieniu GLP-1: jak nie przytyć

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Read next