Chris Pine i trening do roli: jak aktorzy budują formę na plan zdjęciowy

8951 hero

W pigułce: Chris Pine publicznie odmówił wejścia w wyścig o superbohaterską masę i opowiedział, jak trenuje zamiast tego. Jego przykład dobrze pokazuje, ile naprawdę trwa przygotowanie aktora do roli i co z tego widz nigdy nie zobaczy.

  • Pine trenuje z Markiem Wildmanem, używając clubbelli (stalowych maczug); sesja opisana przez dziennikarza trwała około 50 minut i kładła nacisk na płynność oraz kontrolę toru ruchu.
  • Odrzucił model żywieniowy superbohaterów: „Ci goście jedzą 5000, 7000 kalorii… 15 posiłków dziennie. Nie sądzę, żeby to było zdrowe dla wątroby”.
  • Realna skala przygotowań: rok sześciu treningów tygodniowo i pół roku kontrolowanego jedzenia w trakcie zdjęć do „Wonder Woman”.
  • Jego deklarowany cel to mięśnie „spójne, bardziej naturalne”, a nie maksymalna objętość — plus zmiana w samym sposobie poruszania się.
  • Sylwetka ze scen bez koszulki bywa efektem kontrolowanego odwodnienia trzymanego przez kilka godzin zdjęciowych; trenerzy sami odradzają kopiowanie tych zabiegów.
  • Wniosek dla czytelnika: horyzont liczony w miesiącach, jakość ruchu ponad maksymalną masę i zero porównywania się do pojedynczej klatki filmu.

Scena bez koszulki trwa na ekranie kilkanaście sekund. Za nią stoi kalendarz, którego widz nigdy nie ogląda: miesiące jedzenia rozpisanego pod wagę, treningi wciskane między dni zdjęciowe i zabiegi wykonywane na dobę przed ujęciem. Chris Pine jest o tyle wdzięcznym przykładem, że publicznie odmówił wejścia w najbardziej skrajną wersję tego schematu i dokładnie opowiedział, co robi zamiast tego.

Aktor, który powiedział wprost, czego nie chce

W okładkowym wywiadzie dla amerykańskiego „Men’s Fitness” z lipca i sierpnia 2016 roku Pine rozmawiał z Karlem Taro Greenfeldem w momencie, gdy miał już za sobą zdjęcia do „Wonder Woman”. Zagrał tam Steve’a Trevora, postać ludzką, partnera bohaterki granej przez Gal Gadot. Sam zwrócił uwagę, że kino jest przepełnione wyrzeźbionymi superbohaterami i kolejnego nie potrzebuje, a on nie ma ochoty ścigać się z nimi na obwody.

Masz Thora, masz Kapitana Amerykę. Ci goście jedzą 5000, 7000 kalorii, budzą się tylko po to, żeby jeść, jedzą 15 posiłków dziennie. Nie sądzę, żeby to było zdrowe dla wątroby.

Chris Pine, „Men’s Fitness”, lipiec/sierpień 2016

Cel sformułował inaczej niż większość aktorów w podobnych produkcjach: zależało mu na mięśniach „spójnych, bardziej naturalnych”, a nie na maksymalnej objętości. Przy wzroście 185 cm dawało to sylwetkę szczupłą i umięśnioną, którą przypisywał konkretnemu programowi treningowemu.

Maczugi zamiast ławki płaskiej

Trenerem Pine’a jest Mark Wildman, prowadzący studio w Glendale w Kalifornii. Dziennikarz magazynu wziął udział w jednej z sesji i opisał ją dokładnie: podstawowym narzędziem są clubbelle, czyli stalowe maczugi przypominające ciężkie kije bejsbolowe. Wildman podsumował ten trening zwrotem „Kain zabija Abla”, a o samych ruchach powiedział, unosząc jedną z maczug, że to przez nie wymarły mamuty.

Zobacz:  Arnold Schwarzenegger i nowy Terminator czyli jak być w formie mając 70 lat

Mechanicznie najbliższym odpowiednikiem jest sesja z odważnikami kulowymi: chwytasz ciężar i wykonujesz wykroki, przysiady, wyciskania i podrzuty. Różnica polega na akcencie, bo przy maczugach znacznie większą wagę przykłada się do płynności i kontroli toru ruchu. Cała sesja, w której uczestniczył dziennikarz, trwała około 50 minut.

Sam Pine tłumaczył zmianę metody tak: „Wcześniej robiłem dość tradycyjny trening siłowy. Był bardzo statyczny, bardzo kontrolowany. No wiesz, wyciskanie leżąc, to było sztywne. Zacząłem wchodzić w ideę ruchu i to doprowadziło mnie do Marka, którego filozofia polega na poruszaniu ciałem w różnych kierunkach. To jest bardziej funkcjonalne”.

Dla czytelnika istotny jest sam mechanizm, a nie konkretny sprzęt. Maczuga ma środek ciężkości daleko od dłoni, więc ten sam kilogram obciążenia generuje znacznie dłuższą dźwignię niż hantel. Ciało musi hamować i zawracać ciężar w łuku, co obciąża chwyt, obręcz barkową i mięśnie tułowia w sposób, którego nie wywołuje ruch prowadzony w jednej płaszczyźnie po prostej. Stąd bierze się nacisk na tempo i tor, a nie na liczbę kilogramów na gryfie.

Efekt, o którym mówił: sposób poruszania się

Najciekawszy fragment tego wywiadu dotyczy czegoś innego niż wygląd. Pine opisał zmianę, którą zauważył w sposobie poruszania się: „Przy tym treningu nagle zaczynasz się bardziej unosić. Nawet moi znajomi śmiali się kiedyś z tego, jak chodzę. Poruszałem się w taki sztywny sposób i miało to dużo wspólnego z byciem niepewnym siebie dzieciakiem, który rusza się obronnie. Teraz moje ciało porusza się w zdrowszy sposób. To zasługa procesu Marka”.

Dla aktora to nie jest wyłącznie kwestia samopoczucia. Ciało jest narzędziem pracy widocznym w każdym kadrze, a sposób chodzenia, obracania się i trzymania postawy czyta się z ekranu równie mocno jak mimikę. Trening oparty na wzorcach rotacyjnych i pracy w wielu płaszczyznach adresuje dokładnie ten obszar, który zostaje pominięty w planie złożonym z wyciskania, przysiadu i martwego ciągu.

Skala przygotowań: rok, a nie sześć tygodni

Tu pojawia się liczba, którą warto zapamiętać, bo urealnia całą kategorię „metamorfoz gwiazd”. W momencie wywiadu Pine miał za sobą rok sześciu treningów tygodniowo oraz sześć miesięcy utrzymywania niskiego poziomu tkanki tłuszczowej na jedzeniu opartym na białku i ograniczonych węglowodanach, równolegle ze zdjęciami do „Wonder Woman”.

Rok. Sześć jednostek w tygodniu. Pół roku pilnowanego jedzenia, w trakcie pracy na planie, z trenerem i harmonogramem podporządkowanym produkcji. Zestawienia „przed i po”, które w mediach społecznościowych podpisuje się liczbą tygodni, opisują końcówkę takiego procesu, a nie jego całość. Po zakończeniu tego okresu Pine zapowiedział zresztą, że zamierza jeść to, na co ma ochotę, i że jeśli ceną za to jest brak maski oraz peleryny, to mu ta cena odpowiada.

Zobacz:  Alexander Skarsgard - jego droga do sukcesu i potężnej sylwetki

Warto też zauważyć, czego w tym opisie brakuje. Nie ma mowy o skrajnym przejadaniu się ani o rozbijaniu dnia na kilkanaście posiłków. Jest za to długi okres umiarkowanej dyscypliny prowadzonej równolegle z normalną pracą zawodową, czyli dokładnie ten wariant, który da się odtworzyć poza Hollywood. Różnica między aktorem a czytelnikiem tej strony leży głównie w zapleczu: gotowe posiłki, trener czekający w studiu i grafik, w którym trening ma zarezerwowane miejsce.

Czego nie widać w kadrze: ostatnia doba przed zdjęciem

Druga rzecz ukryta przed widzem to zabiegi wykonywane tuż przed ujęciem. Najlepiej udokumentowany przykład pochodzi od Luke’a Zocchiego, trenera Chrisa Hemswortha. Przed scenami bez koszulki w rolach Thora aktor przez tydzień zwiększa podaż wody, startuje od około trzech litrów i dokłada po litrze dziennie, dochodząc do siedmiu, po czym odstawia wodę mniej więcej półtora dnia przed wejściem na plan. Równolegle prowadzone jest manipulowanie węglowodanami: wyczerpanie zapasów w trakcie tygodnia i uzupełnianie ich w ostatnich dwóch dobach.

Zocchi skomentował tę procedurę jednoznacznie, mówiąc, że pod żadnym względem nie jest ona zdrowa i że nikomu innemu by jej nie polecał. Podobny mechanizm opisywał Hugh Jackman przy rolach Wolverine’a, odstawiając wodę na mniej więcej 36 godzin przed zdjęciami i za każdym razem opatrując tę relację publicznym zastrzeżeniem, żeby nikt nie próbował tego w domu. Odwodnienie na taką skalę obciąża nerki, sprzyja skurczom i zaburza termoregulację.

Wniosek praktyczny jest prosty: sylwetka z kadru to stan utrzymywany przez kilka godzin zdjęciowych. Nikt, łącznie z samym aktorem, nie wygląda tak w poniedziałek rano.

Co z tego przenieść do własnego treningu

Uczciwy horyzont czasowy. Jeżeli zawodowiec z trenerem i pełnym wsparciem produkcji potrzebuje roku regularnej pracy, to plan „sześć tygodni do formy” jest obietnicą bez pokrycia. Rok sześciu jednostek tygodniowo to skala, o której mówimy.

Kryterium celu. Pine wybrał jakość ruchu i wygląd, który da się utrzymywać, zamiast maksymalnej masy. To akurat jest wybór w pełni przenośny na osobę trenującą po pracy. Dołożenie do klasycznego planu siłowego pracy rotacyjnej, wykroków w różnych kierunkach i ćwiczeń wymagających kontroli toru ruchu kosztuje niewiele czasu, a odbudowuje zakres, którego same sztangi nie obejmują.

Wyraźna granica przy sztuczkach z dnia zdjęciowego. Manipulacje wodą i węglowodanami służą jednemu ujęciu, mają realne koszty zdrowotne, a sami trenerzy odradzają je publicznie. W treningu, który ma trwać latami, nie mają zastosowania.

Zobacz:  Charlie Hunnam i kalistenika - rzadzi

Koniec z porównywaniem się do klatki filmu. Zdjęcie, do którego się odnosisz, powstało w warunkach kontrolowanego odwodnienia, przy ustawionym świetle i po rozgrzewce zrobionej tuż przed kamerą. Wersja Pine’a, czyli konsekwentny trening przez rok bez piętnastu posiłków dziennie, jest znacznie bliżej tego, co ma sens w prawdziwym życiu.

Źródła:

Share this article
Shareable URL
Prev Post

Cold brew: ile ma kofeiny, jak go zrobić i co daje na treningu

Next Post

Wołowina w diecie faceta trenującego: co mówią liczby

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Read next