Październik to w Polsce szczyt sezonu — maratony i półmaratony idą jeden za drugim, a plany treningowe pisane w czerwcu właśnie wchodzą w finał. Dobry moment, żeby zajrzeć do przeglądu badań, który ukazał się w kwietniu tego roku pod tytułem „Wpływ błędnych przekonań i poglądów dotyczących bólu na zachowanie biegaczy wyczynowych”. Węgierscy badacze sprawdzili, jak biegacze rozumieją ból, jak na niego reagują i które przekonania popychają ich w stronę kontuzji. Jedna liczba z tego przeglądu mówi wszystko: w jednym z badań 99,8% zawodników przebiegło maraton z bólem.
Prawie wszyscy biegną z bólem i uważają to za normalne
Autorzy przeglądu zwracają uwagę, że biegacze traktują ból jako normalny element biegania. Skutek jest przewidywalny: kontynuują trening albo zawody, mimo że organizm wysyła sygnały. A to może prowadzić do przeciążenia tkanek, pogłębienia urazu i dłuższego powrotu do formy.
Dane z badania uczestników zawodów biegowych są tu wymowne: 21,9% startujących zgłaszało ból jeszcze przed startem — i mimo tego wystartowało. Średni deklarowany poziom bólu podczas biegu wynosił 4,7 w skali do 10. Czyli nie chodzi o delikatne pociąganie w łydce, a o odczucie w połowie skali.
Przegląd opisuje też mechanizm, który pewnie znasz z własnej głowy: „satysfakcjonujący ból”. Ból bywa interpretowany jako dowód ciężkiej i skutecznej pracy — skoro boli, to znaczy, że trening był wartościowy. To samo dotyczy „dobrej sztywności”, czyli silnego napięcia mięśniowego i dyskomfortu po mocnej sesji, odczytywanych jako coś pozytywnego.
Najgorzej wypada przy tym ból niewielki. Taki, który nie ustępuje i z czasem może się nasilać. Jego małe natężenie na początku obniża czujność i sprawia, że biegacz nie idzie do specjalisty we wstępnym stadium urazu — bo przecież „to tylko lekko pobolewa”.
Ból adaptacyjny a ból ostrzegawczy — gdzie jest granica
Autorzy przeglądu podkreślają rzecz, którą łatwo przeoczyć: równie błędne jest przekonanie odwrotne — że każdy ból oznacza uszkodzenie tkanki. Ból może pojawiać się także w wyniku adaptacji do treningu (normalnego dostrajania się organizmu do obciążenia), przejściowego przeciążenia albo stresu emocjonalnego.
Publikacja próbuje rozdzielić ból związany z normalną adaptacją od tego, który może wiązać się z urazem. Różnice wyglądają tak:
- Natężenie — ból adaptacyjny jest zwykle łagodny lub umiarkowany, ból potencjalnie urazowy częściej silny.
- Czas trwania — adaptacyjny jest przejściowy, urazowy się utrzymuje.
- Wpływ na bieganie — adaptacyjny nie uniemożliwia biegania, urazowy może je ograniczać.
- Reakcja na zmniejszenie obciążenia — przy adaptacyjnym pomaga obniżenie obciążenia, przy urazowym samoregulacja może nie wystarczyć.
- Biomechanika — przy adaptacyjnym brak wyraźnych zmian w sposobie biegu, przy urazowym mogą się pojawiać.
Autorzy wskazują też konkretny sygnał ostrzegawczy: poważniejszy problem może zapowiadać konieczność przerwania biegania na ponad 5 dni lub opuszczenia więcej niż 3 treningów. Z jednym ważnym zastrzeżeniem — to nie jest żaden złoty standard diagnostyczny. Może się okazać, że także łagodny i przejściowy ból jest początkiem kontuzji.
Które przekonania badacze uznali za szkodliwe
Przegląd mocno akcentuje stronę mentalną. Badacze wymieniają kilka czynników, które zakrzywiają postrzeganie bólu, a w efekcie prowadzą do jego ignorowania i pogłębiania urazu.
Perfekcjonizm. Biegacz chce zrealizować założony plan za wszelką cenę. Cel treningowy albo wynik staje się ważniejszy od sygnałów z organizmu. Jeśli w kalendarzu na dziś jest 25 kilometrów, to będzie 25 kilometrów.
Obsesyjna pasja do biegania. U części biegaczy pojawia się przymus kontynuowania treningu nawet wtedy, gdy potrzebna jest regeneracja.
Presja grupy. Biegacz ignoruje własny ból, bo grupa biegnie dalej. Tu działa wyraźny mechanizm społeczny: bieganie mimo bólu jest postrzegane jako oznaka zaangażowania, twardości i „charakteru”. Odpuszczenie wygląda jak słabość, więc się nie odpuszcza.
Motywacja zewnętrzna. Presja wyniku, prestiżu, zwycięstwa albo oczekiwań innych zwiększa skłonność do biegania mimo bólu. Co ciekawe, motywacja wewnętrzna — czyli bieganie dla przyjemności — wydaje się działać ochronnie. Tacy biegacze częściej przerywają, gdy pojawia się ból.
Doświadczenie nie oznacza ostrożności
Tu przegląd przynosi wniosek, który trochę przewraca intuicję. Doświadczeni biegacze niekoniecznie są bardziej ostrożni — po prostu lepiej potrafią interpretować sygnały z organizmu. Wcześniejsze kontuzje nauczyły ich rozpoznawać różne rodzaje bólu i odpowiednio modyfikować trening: zmienić obciążenie, poprawić technikę, wrzucić regenerację. Inaczej też ważą ryzyko i korzyści z kontynuowania wysiłku.
Początkujący mają z tym większy problem i mogą się mylić w drugą stronę. Czasem nadmiernie reagują nawet na łagodne objawy i niepotrzebnie przerywają bieganie — dmuchają na zimne. Autorzy zwracają uwagę, że u biegaczy nastawionych na rozwój wyników bezrefleksyjne stosowanie zasady „jak boli, to nie biegaj” może znacząco spowolnić, a nawet zatrzymać postęp.
Z przeglądu nie wynika więc, że ignorowanie bólu jest zawsze złe, ani że każde odpuszczenie przy pierwszym ukłuciu jest zawsze dobre. Wynika coś innego.
Co z tego wynika przed jesiennym startem
Autorzy stawiają na edukację i umiejętność czytania sygnałów z ciała. Ich zdaniem biegacz powinien mieć i własne doświadczenie, i wiedzę — o urazach, o postępowaniu, gdy się pojawią, oraz o psychologicznych mechanizmach, które sterują decyzjami treningowymi.
Kluczowe jest nauczenie się:
- czym różnią się poszczególne rodzaje bólu,
- kiedy można zmodyfikować obciążenie,
- kiedy należy odpocząć,
- kiedy potrzebna jest konsultacja specjalisty,
- jak rozpoznawać własne sygnały ostrzegawcze,
- jak czynniki psychologiczne wpływają na decyzje treningowe.
I to nie są puste postulaty. Autorzy przywołują badanie holenderskich biegaczy terenowych, w którym spersonalizowane porady online zmniejszyły liczbę urazów o 13% w porównaniu z grupą kontrolną. Sama wiedza, bez żadnego dodatkowego sprzętu czy suplementu, zrobiła robotę.
Jeśli masz przed sobą start w jesiennym maratonie albo półmaratonie, warto zrobić z tego praktyczny wniosek. Nie chodzi o to, żeby wycofać się z biegu przy pierwszym dyskomforcie — ani o to, żeby wystartować z bólem tylko dlatego, że 21,9% uczestników w badaniu też tak zrobiło. Chodzi o to, żeby wiedzieć, który ból masz pod ręką: ten, który minie po zmniejszeniu obciążenia, czy ten, który się utrzymuje, zmienia ci sposób biegu i nie reaguje na odpuszczenie. To pierwsze to część treningu. To drugie to sygnał, żeby zamiast „charakteru” pokazać zdrowy rozsądek.